Autopilot - sms dla kierowców 603 06 06 06 »
Widzisz wypadek, dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06. Uprzedź innych. »
Autopilot Radia Gdańsk, najlepszy nawigator. Podróż z nami to przyjemność. »
Kto słucha Radia Gdańsk, nie stoi w korkach. Dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06 »
603 06 06 06 Powiedz nam o korku, my przekażemy to innym kierowcom. »
Podróżuj bezpiecznie. Z Radiem Gdańsk nie ma problemów na drodze. »
Włącz Autopilota, daj się poprowadzić. Sms 603 06 06 06. »
603 06 06 06 - Autopilot Radia Gdańsk - Z nami zawsze dotrzesz do celu. »
Brak danych
    BLOGI | Radia Gdańsk

NA FALI.
BLOG Włodzimierza Machnikowskiego

blog_wlodek_machnikowski1
Jak się człowiek nagada na antenie, to pisanie nabiera właściwości terapeutycznych, pozwala poukładać myśli, nabrać dystansu , wyciszyć emocje ...Na przełomie lat 80 i 90 zupełnie nie o sporcie układałem zdania na łamach "Gazety Wyborczej ". Potem przez prawie 10 lat miałem w Dzienniku Bałtyckim autorski cykl "Niedaleko od szosy".  Pojęcie "blogu" nie było wówczas znane. Przyszły nowe czasy i by sprostać nowym wyzwaniom, wracam do źródeł...
Pożegnanie Pana Leona
poniedziałek, 03 października 2011 19:10

Leon Wallerand jak do wszystkiego w swoim życiu, także do śmierci podszedł bardzo porządnie. Od kwietnia kilka razy zabierał się do pisania życiorysu. Olbrzymie wrażenie robi także lista nazwisk zatytułowana: "W razie ewentualnej mojej śmierci proszę o powiadomienie następujących osób". Listę otwierają Maria- żona, Marzena- córka i dalej wnuki Maciek oraz Adam...

Na czele "służbowej" listy osób do powiadomienia jest dyrektor TBO p. Anna Wasilewska, prof. Janusz Czerwiński z AWFiS, p. Mikulski z GKS Wybrzeże, Mieczysław Grzybowski z Okręgowego Związku Piłki Ręcznej, Fredowie z Nowego Klincza i Kosznikowie z Gdyni. Trzeba mieć olbrzymią odwagę i niezłomność, by wyjść śmierci naprzeciw, by czekać na nią ze spokojem i godnością, by z taką konsekwencją żegnać się z życiem. Ale tego wszystkiego nauczyło Leona właśnie życie.

W swojej biografii nie zdążył spisać kroniki wojennej...Nie zdążył ukończyć gimnazjum, gdy poszedł na wojnę. Przedarł się na Bliski Wschód, potem wstąpił do 2. Korpusu. Z Armią gen. Andersa przeszedł szlak bojowy z Porto San Giorgio do Ancony. Pod drodze było Monte Cassino, które głęboko zapadło w pamięć pana Leona. Pewnie dlatego, że jako dowódca czołgu stracił całą załogę. Opowiadał mi to wiele razy, gdy chodziliśmy rano ze swoimi pieskami do "Górnika" po bułki. W tamtą stronę zdobywaliśmy Monte Cassino, z powrotem byliśmy już w Centralnym Ośrodku Sportu w Sulmonie, gdzie sprawny i szybki młodzieniec spod Kościerzyny został instruktorem wychowania fizycznego i pierwszy raz zagrał w piłkę ręczną.

Potem był jeszcze obóz w Anglii i dopiero w 1946 roku powrót do Polski. Pierwsze kroki skierował do Kościerzyny, bo jego serce biło nie tylko dla piłki ręcznej, ale także Marysi, która cierpliwie czekała w gospodarstwie ojca na oświadczyny przystojnego Leona. Jak się okazało warto było czekać.

Pierwsze sukcesy w piłce ręcznej Leon Wallerand odnosił jeszcze w Kościerzynie, gdzie stworzył bardzo solidną szkolną "11". Nie muszę wyjaśniać, że nie chodziło o piłkę nożną, bowiem wówczas także w szczypiorniaka grało się po jedenastu.
Po przeprowadzce do Gdańska najpierw spróbował w Lechii, ale już wówczas był to klub wyłącznie piłkarski. Leon był zbyt dumny, by swoją drużynę ubierać w przepocone stroje po futbolistach. Dlatego na początku lat 50 zabrał się za tworzenie gwardyjskiego Wybrzeża, a po odejściu m.in. z powodu apodyktyczności, jak podano w uzasadnieniu, także Spójni.

Równocześnie pracował w Conradinum, dokąd ściągnął go ojciec prof. Jerzego Młynarczyka- Jan. Sam Leon też ściągał m.in lekkoatletę spod Starogardu, niejakiego Bogdana Wentę.
"Zobaczyłem go na zawodach międzyszkolnych. Wysoki, sprawny, miał bardzo długie palce, idealne do piłki ręcznej. Załatwiłem mu szkołę, internat, jakieś pieniądze, żeby mógł odwiedzać rodzinę i został". Dodajmy trwa do dziś, od kilku lat w randze trenera reprezentacji Polski, którą doprowadził na podium MŚ, bo o tego samego Bogdana Wentę chodzi.

Leon Wallerand był człowiekiem szorstkim i wybuchowym. Wiem coś o tym, bo przez ostatnich 12 lat byłem jego sąsiadem i oczywiście jak wszyscy, odbywałem zajęcia z musztry. Przywoływany per "redaktor", musiałem wysłuchać wszelkich uwag dotyczących meczów siatkarek Gedanii, na które z racji sąsiedztwa pan Leon wybierał się regularnie, ale także na temat np. Daniela Waszkiewicza, wówczas trenera mistrzów Polski z Wybrzeża Gdańsk. Leon polecił mi przywołać Daniela, a w razie niemożności przekazania, że granie obroną 5-1 nie ma sensu, bo prawdziwy mur buduje się stojąc w sześciu obok siebie.

W ramach rekompensaty za wysłuchiwanie wymówek otrzymywałem od Leona pelargonie, które na jego słynnej werandzie mnożyły się bez opamiętania. Większość ludności na naszej ulicy sadzonki pelargonii miała z tego samego źródła.

Kiedy po śmierci Leona Walleranda przejrzałem fora internetowe na ten właśnie temat, wszystkie wpisy eksponowały ten sam wymiar tej niezwyczajnej postaci.

"Miał otwarty charakter. Był szczery i mówił prosto w oczy, co o tobie sądzi. Znał swoją wartość. Jako młody sędzia robilem knoty i on osobiście kazał mi przyjść na trening swoich zawodników i uczył, i pokazywal co i jak. Na meczu nie powiedzial mi nic, ale sam na sam był do bólu szczery i za to był ceniony przez mnie...Nie zapomnę Pana, Drogi Panie Leonie. "

"Robił niekontrolowane wejścia do kibli w poszukiwaniu palaczy. Szczególnie tropił tych, których trenował. Budził największy respekt wśród uczniów z całej kadry nauczycielskiej. Nawet partyjny dyrektor Cebulak schodził mu z drogi. Świetny wychowawca."

"PANIE LEONIE NIECH PAN TAM W NIEBIOSACH TRENUJE ZESTĘPY ANIOŁÓW, A ZNAJDZIE PAN CZAS BY UPRAWIAĆ GRZĄDKI, ... ALE TO JUŻ BYŁO ....Spoczywaj w pokoju" ( cyt. za trojmiasto.pl)

...i jeszcze jedno. Życie Leona Walleranda było treściwe, godne i uporządkowane. Ci, którzy bywali u Niego w ostatnich latach wiedzą, że sen z powiek spędzały Mu klubowe kroniki. Bardzo się martwił o ich przyszłość i to jest teraz zadanie dla nas wszystkich, dla których owe kroniki były przedmiotem kilkugodzinnych zajęć obowiązkowych u pana Leona. Czas jest dobry, bo właśnie Daniel Waszkiewicz, Damian Wleklak i inni zaczynają pisać nowy rozdział gdańskiego szczypiorniaka pod wspólnym tytułem "Spójnia-Wybrzeże". A przecież nie byłoby czego pisać, gdyby nie Leon Wallerand, który zamknął już swój ziemski rozdział i teraz będzie uważnie patrzył nam na ręce oczywiście...

(Leon Wallerand zmarł 27 września, pogrzeb odbędzie się 4 paźdzernika o godz. 14:00 na Cmentarzu Srebrzysko)  

 

Dodaj komentarz

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Blogi RG | Dziennikarze
Włodzimierz Machnikowski
Na fali.
Zapraszam na mojego bloga.
Włodzimierz Raszkiewicz
Wraszenia.
Zapraszam na mojego bloga.