Autopilot - sms dla kierowców 603 06 06 06 »
Widzisz wypadek, dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06. Uprzedź innych. »
Autopilot Radia Gdańsk, najlepszy nawigator. Podróż z nami to przyjemność. »
Kto słucha Radia Gdańsk, nie stoi w korkach. Dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06 »
603 06 06 06 Powiedz nam o korku, my przekażemy to innym kierowcom. »
Podróżuj bezpiecznie. Z Radiem Gdańsk nie ma problemów na drodze. »
Włącz Autopilota, daj się poprowadzić. Sms 603 06 06 06. »
603 06 06 06 - Autopilot Radia Gdańsk - Z nami zawsze dotrzesz do celu. »
Brak danych
    RADIO GDAŃSK | PODCASTING - Dokument

 
head_dokument

Z nadzieją żyje się lepiej, wywiad z Iwoną Kindą-Wieczorek
poniedziałek, 16 lipca 2012

kindaWiedzieć, gdzie jest Iwona i kto to zrobił, nie interesuje mnie nic więcej- mówi w wywiadzie dla Radia Gdańsk Iwona Kinda Wieczorek, mama zaginionej dwa lata temu Iwony Wieczorek. Dziewczyna zniknęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku. Nie wróciła do domu z dyskoteki w Sopocie.

Rozmawiała Anna Rębas.






Czytaj wywiadAnna Rębas
: Gdy robi Pani herbatę, nadal są to dwie zamiast jednej?

Iwona Wieczorek Kinda: Już minęły dwa lata. Robię jedną herbatę, ale nadal myślę o dwóch.

A.R: Czy czas leczy rany?

I.K: Nie, czas nie leczy ran, absolutnie. Ta rana pogłębia się z czasem jeszcze bardziej, ponieważ nie wiadomo, co się z Nią stało. Nie można przestać myśleć, ukoić bólu. Tak po prostu się nie da. Tym bardziej, że ja nie wiem, czy Ona żyje, czy nie żyje. Co się z Nią dzieje. W dalszym ciągu przygotowuję jakiś obiad, czy jakiś smakołyk, który Iwona lubiła. Rzadko, ale się zdarza. Robię to dla siebie, ale myślę o Niej.

A.R: Mogłoby się wydawać, że dwa lata pomogą choć trochę posunąć tę sprawę do przodu.

I.K: Śledztwo trwa. To że prokuratura umorzyła tę sprawę nie znaczy, że go nie ma. Policja w dalszym ciągu pracuje. Wiem, że robią to intensywnie. Mogę stwierdzić to po dzisiejszej rozmowie telefonicznej.  Zbierają swoje materiały, dalej kontynuują, nadal rozwijają wątki, które zebrali dotychczas.

A:R: Pani zdaniem poczynania policji się posunęły? W momencie, gdy słyszy Pani dzwonek do drzwi, jakie pojawiają się myśli?

I.K: Och…wie Pani jest takie powiedzenie, że jak puka policjant lub ksiądz do drzwi to oznacza, że coś się dzieje. I rzeczywiście pojawia się pewna informacja i muszę stać na baczność w pogotowiu. Muszę być dyspozycyjna. Bombarduję telefonicznie policję, a w słuchawce słyszę od pana policjanta: „Pani Iwono, proszę się uzbroić w cierpliwość. Nic innego Pani nie pozostaje.”

A.R: W dalszym ciągu dzwoni Pani na policję?

I.K: Oczywiście, dzwonię. Gdy słyszę informację w radiu, czy w telewizji, że coś się stało, o tym że kogoś znaleźli, czy ktoś został zamordowany, to denerwuje się, bo myślę, że to moja Iwona. Dzwonię i mówię, że słyszałam taką wiadomość, czy plotkę. Odpowiedź brzmi „proszę tego nie słuchać, jak coś będziemy wiedzieć w sprawie córki, dowie się Pani o tym pierwsza”.

A.R: Nadal płacze Pani wieczorem? Zdarzają się łzy?

I.K: Jak jestem sama wtedy płaczę.

A.R: Nie będzie w tym roku jakiejś specjalnej rocznicy? Nie będzie Pani próbowała zaakcentować tego dnia i tragicznego wydarzenia? W taki sposób żebyśmy do tego wrócili, m.in. my dziennikarze oraz Pani?

I.K: Wydaje mi się, że już tyle zrobiłam, że już chyba nic sensownego nie potrafię wymyśleć. Jakiś mały akcent w małej formie, minimalny - oczywiście tak.

A.R: Detektyw i jasnowidz pomogli?

I.K: Pan Rutkowski pomógł mi na pewno w pierwszej fazie bardzo dużo. On mnie zmobilizował do działania. Był takim motorem napędowym całych poszukiwań. Dużo się od niego dowiedziałam, dużo się nauczyłam. Tak, że wiem jak się zachowywać w takiej sytuacji. Niestety trzeba walczyć. Nie można się poddać, nie można zakryć się płaczem. Trzeba pukać do wszystkich drzwi, żeby zadziało się cokolwiek.

A.R: A zadziało się?

I.K: Media wciąż o tym mówią, gazety o tym piszą. Sami do mnie dzwonią, wręcz pytają czy wydarzyło się coś nowego. Odpowiadam im, że nie. Już jestem tym zmęczona. Jasnowidz? Jest to wielki znak zapytania. Jak Iwona się znajdzie, a dowiem się, że to z pomocą pana jasnowidza, to będę szczęśliwa.

A.R: Chciałaby Pani mieć to za sobą, dowiedzieć się najgorszej prawdy?

I.K: Rzeczywiście są takie chwile, gdy jestem już tak zła na cały świat, że chciałabym to wiedzieć. Wtedy proszę: „Boże, jak żyje to żyje, nie żyje… to proszę, powiedz mi, gdzie ona jest”. Budzę się następnego dnia i stwierdzam: „dziś jest nowy dzień, może coś się wydarzy”. Z nadzieją mimo wszystko, żyje się lepiej.

A.R: Może Ona jednak żyje?

I.K: Dużo się mówi o tym, że została zamordowana, zakopana, a sprawca jest znany. Naprawdę bardzo dużo mówi się o tym. Ale coś mi mówi w głębi duszy, że ona jednak żyje.

A.R: Mogła wyjechać, mogła zostać porwana, może gdzieś być?

I.K: Na pewno nie wyjechała z dobrej woli. Została porwana, została gdzieś wywieziona i nie może się ze mną skontaktować. Ja i moja rodzina żyjemy nadzieją, że Iwona pojechała gdzieś na wakacje i nie ma możliwości skontaktowania się z nami. My tak żyjemy i tak działamy, bo nie da się normalnie w inny sposób.

A.R: A co jeśli nastąpi przełom w sprawie? Może ostateczny, końcowy, a zarazem tragiczny, którego zwiastunem mogła być ostatnia wizyta policji? Gdy dowie się Pani tej strasznej prawdy, poczuje Pani ulgę?

I.K: Łatwo mówi się o czymś, o czym jeszcze nie wiemy. Ja nie wiem, jak zareaguję. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Czy odczuję ulgę, czy to będzie większym ciężarem dla mnie? Wie Pani, zorganizowanie wszystkiego, pogodzenie się z tą myślą, że Iwona już odeszła na zawsze, ostatnie pożegnanie. Pani sobie wyobraża co to jest? Normalny człowiek o zdrowych zmysłach nie jest w stanie tego opowiedzieć, a przeżyć tym bardziej. Po prostu nie da się o tym na razie rozmawiać. Ja nie chcę o tym mówić. Za każdym razem myślę, czy po kolejnej audycji, programie, artykule, w końcu znajdzie się osoba, która usłyszy mój głos i ośmieli się przyjść na policję, albo napisać anonim o treści: „ja widziałem, ja wiem kto stoi za zaginięciem Iwony Wieczorek.” Tylko żeby to była prawda, ponieważ informacji jest dużo, ale są to informacje do tej pory fałszywe. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kogo ruszy sumienie i w końcu wszystko wyjaśni. Powie, co się stało z moją córką. Tyle czasu już minęło. Ludzie na początku nie mają odwagi, ale z czasem może sumienie kogoś ruszy.

A.R: Spodziewa się Pani w ciągu najbliższych dni, tygodni, miesięcy jakiegoś przełomu w tej sprawie, po ostatniej wizycie policji?

I.K: Ja przez cały czas na to liczę, nie zwątpiłam nawet na chwilę. Ja wierzę w policję i to nie od teraz, wierzę w nią od dwóch lat. Któż jak nie policja ma mi pomóc w tej sprawie. Ona zostanie rozwiązana i mam nadzieję, że nie po dziesięciu latach, tylko już niedługo. Tą nadzieją żyję, bo bez tego się nie da. Co prawda ja wiele razy powtarzałam, że może już niedługo wszystko będzie jasne. Jak się coś dzieje, to mam informacje od policji, o tym jakie wydarzenia miały miejsce. Wtedy myślę, że to jest ten trop. Jednak okazuje się, że jednak był błędny. W takim przypadku wszystko zaczyna się od początku. Tych wątków było bardzo dużo. Same tomy, akta w prokuraturze, one mówią za siebie. Ile w tej sprawie zostało zrobione, ile osób zostało przesłuchanych. Dostaję informacje, że nadal przesłuchiwane są osoby, które mogą posiadać istotne wiadomości. Tutaj duży ukłon w stronę policji, bo naprawdę się stara. Mimo ciężkiej, ogromnej, wysiłkowej pracy, choć mamy dużo, to nie mamy Iwony. Nawet jeśli znaleźlibyśmy but, bluzkę, pierścionek...to nadal nie mam swojej córki. Na to czekam, to jest priorytetem tych dwóch lat poszukiwań. Wiedzieć gdzie jest Iwona i kto to zrobił. Nie interesuje mnie nic więcej.

A.R: Dziękuję za rozmowę.



 

Dodaj komentarz

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Blogi RG | Dziennikarze
Włodzimierz Machnikowski
Na fali.
Zapraszam na mojego bloga.
Włodzimierz Raszkiewicz
Wraszenia.
Zapraszam na mojego bloga.