Autopilot - sms dla kierowców 603 06 06 06 »
Widzisz wypadek, dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06. Uprzedź innych. »
Autopilot Radia Gdańsk, najlepszy nawigator. Podróż z nami to przyjemność. »
Kto słucha Radia Gdańsk, nie stoi w korkach. Dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06 »
603 06 06 06 Powiedz nam o korku, my przekażemy to innym kierowcom. »
Podróżuj bezpiecznie. Z Radiem Gdańsk nie ma problemów na drodze. »
Włącz Autopilota, daj się poprowadzić. Sms 603 06 06 06. »
603 06 06 06 - Autopilot Radia Gdańsk - Z nami zawsze dotrzesz do celu. »
Brak danych
    RADIO GDAŃSK | PODCASTING - Dokument

 
head_dokument

Wywiad z aktorką Dorotą Kolak
poniedziałek, 25 marca 2013
portret_Doroty_Kolak_foto_Tomek_KamiskiAktorka Dorota Kolak jest znana z telewizyjnych seriali takich jak Barwy szczęścia, Przepis na życie, czy z jednej z pierwszych takich produkcji w Polsce - Radio Romans. Na co dzień oglądają ją widzowie w Trójmieście.

Artystka właśnie obchodzi 30-lecie pracy w Teatrze Wybrzeże. Przygotowała tu w sumie 75 ról.

Z Dorotą Kolak rozmawiała Marzena Bakowska.






Marzena Bakowska: Czy Teatr Wybrzeże jest dla Pani domem?

Dorota Kolak: To za dużo powiedziane. Nie. Tak się zwykło mówić, że teatr dla aktora jest drugim domem. To jest mój dom w tym sensie, że to jest miejsce, gdzie czuję się równie dobrze, jak w domu. Nie mieszkam tu, nie robię przepierek, nie gotuję. Jadam czasem w naszym bufecie, zresztą bardzo dobrym. Lubię tu przychodzić. Lubię tu grać. Lubię tą scenę. Lubię tych ludzi.

 

MB: Można powiedzieć, że przyszła tu Pani za mężem. To było marzenie Pani męża, Igora Michalskiego, żeby tutaj grać…

DK: Tak, zdecydowanie. Kiedy opuszczaliśmy Kalisz były różne propozycje: z Warszawy, z Wrocławia. Mój mąż bardzo pragnął tutaj przyjść, gdzie jego tata grał. I mama. Sabina Taborska też grała na deskach tego teatru. Bardzo chciał tutaj przyjść. Więc pomyślałam, no dobrze spełnię parę lat marzenia tutaj, a potem może wrócę do Krakowa, może pojadę do Warszawy.

 

MB: Ale teraz paradoks. Tam gdzie Pani debiutowała, w Kaliszu, Pani mąż został dyrektorem. Nie chciała Pani znowu pójść za mężem?

DK: Nie, nie chciałam. Uważam, że jestem cały czas aktorką czynną, że jeszcze coś jest przede mną. Nie zamierzam pójść na emeryturę. Myślę, że są jeszcze role, które chciałabym zagrać i które być może są mi gdzieś zapisane. Jednak tam gdzie mąż jest dyrektorem, bycie panią dyrektorową i dostawanie ról jest zawsze dwuznaczne. Dostała ją bo jest dyrektorową, a nie powinna tego grać. Więc sytuacja jest po prostu czysta, jasna, klarowna. On ma swoją pracę, ja mam tutaj swoją.

 

MB: Teraz jest przegląd sztuk z Pani udziałem, 5XKolak. Jedna ze sztuk to "Na początku był dom", gdzie gra Pani Myrę, kobietę niezależną, bardzo odważną, broniącą swojej wolności. Pani jako aktorka, z taką właśnie osobą mi się kojarzy. Która rola z tych 75 ról, które Pani przygotowała w tym teatrze, jest dla Pani najbliższą? Która Panią najbardziej charakteryzuje?

DK: Myślę sobie, że "Matka” Witkacego. Zagrałam tą rolę trochę przedwcześnie, jak mówił sam Grzesiek Wiśniewski, reżyser tego przedstawienia. W niej czuję absolutnie to co mnie czeka, to co przeczuwam, przeczuwałam. To co czuję jako kobieta starzejąca się. To co mnie wiąże z dzieckiem, ze światem.  Wszystkie moje niespełnienia, smutki, słabości jakoś tam się zapisały. Pomijam to, że jest to ogromny wachlarz, który pozwolił mi w tej roli zawrzeć doświadczenia wielu lat i ról. Taka była tam możliwość.

 

MB: Która w tej chwili rola jest dla Pani najbliższa? Być może ta, którą ostatnio Pani przygotowała czyli na przykład "Sex dla opornych"…

DK: Paradoksalnie powiem, że chyba najbliższa jest mi Myra w tej chwili. Końcowy monolog, który mówię, opowiada o tym, że mam 50 lat i niewiele powodów do dumy. Oczywiście pani powie, że to jest nieprawda, bo mam powody do dumy....

 

MB: Oczywiście...

DK: Tak, jest dziecko i tak dalej. Ale kiedy się takie rzeczy podlicza, to ciągle ma się jakiś niedosyt.  Poczucie, że jeszcze coś można było zrobić, rozegrać inaczej pewne rzeczy, zawodowe przede wszystkim. Podsumowujący ton tej sztuki jest mi bliski. Ona jest mi bliska temperamentem - wybuchowym, nieokiełznanym; stawieniem problemu na ostrzu noża. Takiej nieumiejętności szukania półcieni, szarości. Tylko czarne, albo białe. Jest tam wiele elementów, które są mi bliskie.

 

MB: Jest Pani znana z seriali telewizyjnych, także z dużego ekranu. Czy lubi Pani właśnie taką przygodę, odejść na chwilę ze sceny i stanąć przed kamerą?

DK: To jest mało powiedziane. Uwielbiam to. Dla mnie ta inność pracy przed kamerą jest uwodząca i fascynująca. Bardzo lubię ten moment spięcia na pół minuty. W teatrze nie zawsze uda się coś to powtórzyć, a właściwie nigdy nie udaje się. Na taśmie filmowej zostaje to zapisane. Ten ulotny, niesamowity, chwilowy jakiś rodzaj kontaktu z  partnerem, czy rodzaj wzruszenia, który się zapisze. Bardzo to lubię. Tam jest zapisane większe ryzyko.

 

MB: Ale doktorat przygotowała Pani z opery...

DK: Doktorat z opery, ale tak naprawdę z pracy pedagogicznej. Mój doktorat dotyczył różnicy w opracowywaniu roli operowej ze studentami i z zawodowymi śpiewakami. Tych dwóch różnych interpretacji. To jest jedna z tych rzeczy o których mogę powiedzieć że jestem z nich dumna, bo jednak nam aktorom rzadko zdarza się pisać, próbować zanalizować swoją  pracę, postawić pytania. Ten zawód rozłożyć na czynniki pierwsze, obejrzeć ze wszystkich stron. To jest rzadkie, bardzo pomocne i niezwykle trudne. Jestem dumna z tego, że mam doktorat.

 

MB:  Kiedyś, w jednym z wywiadów wspomniała Pani, że Pani rodzina mogłaby obsadzić "Tango" Mrożka i w tej chwili taka okazja się ku temu pojawiła. Pani córka staje się koleżanką z teatru, od sierpnia jest tu zaangażowana. Czy chciałaby Pani z nią zagrać?

DK:  Bardzo bym chciała. Myślę, że to wreszcie nastąpi. Teraz niestety nie obsadziliśmy Tanga, bo Stasio Michalski odszedł. Więc brak nam tego nestora, ale może niedługo Igor będzie w tym wieku, że będzie mógł to zagrać. Czekam na wnuki, które się może pojawią w teatrze.

 

MB: Katarzyna Michalska, Pani córka bardzo ceni w Pani taką radość grania i to, że zamykając drzwi w teatrze potrafi Pani pójść i przygotować obiad. Czym dla Pani w takim razie jest  to aktorstwo, właśnie taką radością, ale także oddzieleniem od prywatności?

DK: Myślę, że jest wiele elementów. Są tacy którzy wybierają ten zawód właśnie po to, aby od siebie uciec. Wtedy wpadają w straszną pułapkę, bo to jest zawód gdzie wręcz przeciwnie - trzeba do siebie wrócić głęboko i cały czas z samym sobą być w sposób istotny. Ja nie uciekam od siebie, ale wypełniam w teatrze tą część siebie, która na co dzień jest nie do ujawnienia. Czyli tą całą jakąś ciemną stronę, pokręcenie. Nazwijmy to tą ciemną stroną mojego księżyca. W życiu jestem bardzo banalnym człowiekiem, zwyczajnym, zakupy, obiad, telewizor, gazeta, spacer, nic szczególnego.

 

MB: Na scenie jest Pani szczególna.

DK: Bardzo dziękuję.

 

MB: Dziękuję za rozmowę.


(rg)


 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Blogi RG | Dziennikarze
Włodzimierz Machnikowski
Na fali.
Zapraszam na mojego bloga.
Włodzimierz Raszkiewicz
Wraszenia.
Zapraszam na mojego bloga.