Autopilot - sms dla kierowców 603 06 06 06 »
Widzisz wypadek, dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06. Uprzedź innych. »
Autopilot Radia Gdańsk, najlepszy nawigator. Podróż z nami to przyjemność. »
Kto słucha Radia Gdańsk, nie stoi w korkach. Dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06 »
603 06 06 06 Powiedz nam o korku, my przekażemy to innym kierowcom. »
Podróżuj bezpiecznie. Z Radiem Gdańsk nie ma problemów na drodze. »
Włącz Autopilota, daj się poprowadzić. Sms 603 06 06 06. »
603 06 06 06 - Autopilot Radia Gdańsk - Z nami zawsze dotrzesz do celu. »
Brak danych
podcasty_rk_michajlow
Marek Formela, przewodniczący SLD w Gdańsku
piątek, 07 września 2012
mformela1Marek Formela, szef gdańskiego Sojuszu Lewicy Demokratycznej był gościem Rozmowy kontrolowanej. Agnieszka Michajłow pytała m.in o piłkę nożną, ale też o bieżące wydarzenia polityczne.





Czytaj wywiad:

Agnieszka Michajłow:  Dzień dobry. Zacznijmy od piłki nożnej.

Marek Formela: Dzień dobry Pani, dzień dobry Państwu.

A.M: Czy już Pan wysłał sms-a, żeby oglądać mecz Polska- Czarnogóra?

M.F: Nie, nie wysłałem.

A.M: Kibice apelują, żeby bojkotować mecz...

M.F: To jest trudna sytuacja, zgodnie z  wykładnią Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji mecz ten powinien być pokazany w kanale otwartym. Z jakich furtek i z jakich powodów poza finansowymi do tego nie doszło, trudno nam dociekać. Uważam to za niedopuszczalne. Mecze żadnej reprezentacji w Europie nie są pokazywane w paśmie kodowanym. Więc  znowu robimy krok w stronę dżungli.

A.M: Ale chyba aspekt i warunek finansowy jest tutaj ważny? To, że telewizja twierdzi, że jest w takiej a nie innej sytuacji finansowej, że nie stać jej na dyktat Sport Five. To chyba ma to znaczenie, czy nie?

M.F: Sport Five dysponuje prawami do meczów reprezentacji. Te prawa zapewne w drodze przetargu odkupiła od  Polskiego Związku Piłki  Nożnej, ale niezależnie od istoty porozumienia PZPN ze Sport Five są przepisy, które przewidują, że mecze reprezentacji Polski muszą być pokazywane w paśmie otwartym. Obojętnie czy to jest football, koszykówka, piłka ręczna czy siatkówką.

A.M: A może przepisy trzeba zmienić?


M.F: Nie sądzę. Sądzę , że mamy do czynienia z zawłaszczeniem pewnej części  widocznie dość interesującego rynku, która mocą, wolą ustawodawcy została z tego rynku wyjęta.

A.M: A kto chce zawłaszczyć?

M.F: Ci, którzy posiadają te prawa i próbują  je skomercjalizować. Niezależnie od tego, że w warunkach, w których kupowali te prawa, wiedzieli doskonale, że mecze reprezentacji Polski muszą być pokazywane w paśmie otwartym. Druga sprawa, którą Pani zechciała poruszyć to jest kondycja finansowa Telewizji Polskiej. Jak się okazuje jest ona coraz gorsza, choć rządzą nią podobno coraz lepsi prezesi. Więc wydaje się, że ci prezesi, którzy tam trafiają w różnym trybie, niekoniecznie są lepsi. Tylko są coraz gorsi.

A.M: Ale wie Pan jak to jest. Z pustego to nawet Salomon nie naleje…

M.F: Nie przypominam sobie, a miałem dość krótki epizod pracy w telewizji publicznej i przypominam sobie prezesa, który był dość dobrze oceniany. Mogę jeszcze powiedzieć, że w  okresie w którym telewizją zarządzał prezes Kwiatkowski, z którym byłem w sporze w innych sprawach, wyniki finansowe były…

A.M: Prezes, który Pana zresztą zwolnił…

M.F: No tak, zwolnił. Sam nie wiedział dlaczego. Ale wyniki finansowe firmy, wyniki finansowe oddziału gdańskiego, potencjał oddziału gdańskiego telewizji i potencjał Telewizji Polskiej jako spółki medialnej był olbrzymi.

A.M: Ale od tego czasu sam Pan wie, że w mediach publicznych bardzo dużo się zmieniło.

M.F: Mediami zajmują się bardziej politycy i czasem mają więcej szczęścia.

A.M: Wtedy jak Pański prezes był, wtedy też się zajmowali politycy...

M.F: Ale ja nie mówię, że nie zajmowali się politycy.

A.M: To nic się nie zmieniło.

M.F: Mówię tylko, że prezes świetnie prowadził tą firmę.

A.M: To zmieńmy temat, bo rozumiem… będzie Pan ten mecz oglądał, czy nie?

M.F: Nie, nie będę oglądał tego meczu. Od 30 lat w piątki pod wieczór sam gram. I uważam to za ważniejsze dla mojego zdrowia i wszystkim polecam.

A.M: O!  na szczęście telewizja nie musi tego transmitować. Czym się skończy polityczne zamieszanie w sprawie Amber Gold?

M.F: Moim zdaniem ono się powoli już kończy.

A.M: Czyli niczym się nie skończy?

M.F: To jest sprawa z jednej strony rozbudzonych emocji drobnych ciułaczy, z drugiej strony niedowładu państwa, nie tylko jego poszczególnych funkcjonariuszy.

A.M: Ale afera chyba jest?

M.F: Jak każde przedsięwzięcie gospodarcze, które pozbawia ludzi  ich majątku oparte, ufundowane jest na oszustwie. Na 270 milionów złotych oszacowano w  tej chwili roszczenia.  Jest pytanie o jakość państwa. O jego umiejętność reagowania w takim zakresie, w takich przypadkach. Niekoniecznie  jest tak, że można tę odpowiedzialność ograniczyć do poszczególnych funkcjonariuszy  prokuratury, ABW, uzędu skarbowego

A.M: Donald Tusk jest temu winien?

M.F. Donald Tusk bezpośrednio nie ponosi żadnej odpowiedzialności poza odpowiedzialnością polityczną, która jest odpowiedzialnością naturalną. Ja bym dodał do tego jeszcze takie przekonanie, że ta wizja państwa, którą Donald Tusk realizuje w tych ugrupowaniach, w których realizował swoje pasje polityczne,  jest wizją państwa ograniczającego się, państwa wycofującego się i państwa, w którym wiele takich zjawisk w naturalny sposób ma łatwiejszą drogę do wydostania się na powierzchnię.


A.M: A ja myślałam, że coraz mniej jest w premierze tego  liberalizmu, o którym Pan mówi. Pan widzi coraz więcej,  albo tyle samo?

M.F: Ja w wymiarze represyjności, czy sprawności państwa widzę taką ideologie ograniczania państwa i wycofywania się państwa do drugiego szeregu. Takiego stróża, który reaguje w sytuacjach ekstremalnych i w tej sytuacji to państwo nie stanęło po stronie obywateli, ale też trzeba powiedzieć uczciwie, bo to jest wątek także  z powodu jakiejś kalkulacji wyborczych przemilczany, że znaczna część obywateli chętnie  chciała wierzyć w to, czy dając mniej można dostać więcej. Takie cuda rzadko się zdarzają. Na ogół kończą się zna Sali sądowej.

A.M: Strasznie się Pan w internecie wyzłośliwia  na  temat Pawła Adamowicza.

M.F: Ja?

A.M: Tak, tak.

M.F: To znaczy?

A.M: Ostatnio się wypowiedział, że jest pierwszym żebrakiem. To chodziło oczywiście o ten kontekst, że prosił Amber Gold o pieniądze na film pt. Lech Wałęsa. A Pan się tam strasznie wyzłośliwia, na temat tego żebractwa.

M.F: Uważam... Dotyczy to nie tylko postawy Pawła Adamowicza, ale także Ryszarda Kalisza, że rolą przedstawicieli władz publicznych nie jest uprawianie dziewiętnastowiecznej filantropii, tylko rozwiązywanie tych problemów, które wynikają z mandatu. Tych problemów, które wynikają z ustawy o samorządzie gminy, lub z ustawy o wykonywaniu mandatu posła.

A.M: To co, rozumiem, że wedle takiej teorii prezydent Adamowicz nie powinien prosić o pieniądze na film Wałęsa…

M.F: Nie powinien prosić.

A.M: …a po drugie powinien kazać dyrektorowi zoo oddać pieniądze. Nie brać pieniędzy  od Marcina P. na zoo?

M.F: No to jest według mnie bardzo dyskomfortowa sytuacja. I przyjmując te darowiznę, należałoby wiedzieć od kogo się przyjmuje darowiznę. Tym bardziej, że wielkość  tej darowizny nie była powszednia. To była darowizna o bardzo niespotykanej skali i ktoś, kto zawiaduje majątkiem publicznym, nawet takim jakim Gdański ogród zoologiczny jest, powinien przez chwilę pomyśleć…

A.M: Ale co zawiadomić CBA, ABW, że był to zbyt hojny naszym zdaniem darczyńca? Że chce nam dać dużo pieniędzy.

M.F: Przynajmniej powiadomić swojego przełożonego, że jest to wydarzenie, które nie mieści się w normalnej praktyce. Ja generalnie uważam, że jeżeli prezydent Gdańska, lub poseł Kalisz uczestniczą w meczu piłkarskim…

A.M: Pan wraca do posła Kalisza, że uczestniczył w tym meczu gwiazdy TVN-u kontra politycy, tak?

M.F: ….. I wyraził takie radosne zadowolenie z siebie, że zrobił cos dobrego dla dzieci.

A.M: A Panu nie zdarzyło się tak charytatywnie grać?

M.F: Otóż ja przypominam, że artykuł 68 konstytucji nakłada na władze publiczne, w tym także na Pana posła Ryszarda Kalisza, mojego kolegę z Sojuszu Lewicy Demokratycznej obowiązek szczególnej troski o zdrowie i opiekę zdrowotną nad dziećmi…

A.M: Czepie się Pan, Panie przewodniczący. ..

M.F: Troszeczkę się czepiam, ale wydaje mi się, że tę nutę społecznej wrażliwości zwłaszcza w politycy lewicy powinni inaczej rokować.

 A.M: I co? Nie grać na rzecz dzieci z Fundacji TVN, tak?

M.F: Wydaje się, ze ważniejsza jest troska o stworzenie sprawnego systemu, żeby dzieci ze szpitala w Gostyniu, czy ze szpitala w Bytowie znajdowały opiekę  i  pomoc  kiedy tej pomocy potrzebują, a nie delegować  tej odpowiedzialności na fundację. Tym bardziej, że jedna z tych fundacji znacząco buduje markę dużego prywatnego nadawcy.

A.M: Dobrze, idąc tym krokiem to rozumiem, że Jurek Owsiak też powinien się zwinąć ze swoją działalnością, tak? Przecież on nie może zastąpić państwa…

M.F: Jurek Owsiak nie jest posłem na Sejm, ani nie jest prezydentem Gdańska, nie jest przedstawicielem władzy publicznej.

A.M: Ale zaprasza różnych ważnych ludzi.

M.F: Słabość polityków nie ma granic, a chęć uzyskania popularności jest jak się wydaje cechą uprawiania  działalności politycznej.

A.M: Nie przesadziliście trochę z tym nadaniem honorowego obywatelstwa Gdańska sygnatariuszom porozumienia po stronie władz PRL, czyli Jagielskiemu, Fiszbachowi?

M.F: Przyjemne pytanie. Tadeusz Fiszbach, uchodzi tu za ikonę lewicy.

A.M: To prawda, jest bardzo dobrze traktowany przez stronę opozycyjną wtedy.

M.F: Jest bardzo dobrze postrzegany. Z perspektywy historycznej nie widać dużej różnicy między wicepremierem Mieczysławem Jagielskim, czy byłym wojewodą  gdańskim Jerzym Kołodziejskim.

A.M: A Lechem Wałęsą w tamtym czasie? Nie widzi Pan różnicy?

M.F: A Lechem Wałęsą nie, nie widzę różnicy. Tych ludzi połączyło porozumienie. Błędem jest bowiem przekonanie, że porozumienie Lech Wałęsa podpisał sam ze sobą. Podpisał z tą częścią strony rządowej…

A.M: Ale przecież nikt nie twierdzi, że podpisał sam ze sobą, Panie przewodniczący…


M.F: Nikt nie twierdzi, ale jest takie przekonanie, że podpisanie porozumienia było wyłącznie zasługą Lecha Wałęsy. Otóż my uważamy, że podpisanie porozumienia było sukcesem tych , którzy usiedli do tych negocjacji. Jedni z powodów gospodarczych, z powodu lęku o egzystencje swoich rodzin, inni bo los historyczny tak zrządził, że stanęli w obliczu próby, która wykraczała poza ich doświadczenie polityczne, partyjne. Gorset, w którym tkwili…

A.M: Ale nagradzać? Nagradzać tych, którzy w  tym momencie przyparci do muru na coś się zgodzili? Za to nagradzać dzisiaj?

M.F: Tak.

A.M: To był jeszcze stan wojenny w Polsce.

M.F: Stan wojenny został wprowadzony 13 grudnia w zupełnie jakby innych okolicznościach, na skutek…

A.M: Ale to wciąż ta sama ekipa. To ciągle…

M.F: Stanu wojennego ani nie wprowadzał Mieczysław Jagielski, ani nie wprowadzał Jerzy Kołodziejski.

A.M: Wiem, wiem, wiem.

M.F:  My pozostajemy w przekonaniu, że ktoś stanął w obliczu historycznej próby i sobie  z nią poradził, nie może być dyskwalifikowany, tylko dlatego, że dzisiejsze oceny polityczne wykluczają pozytywne rozstrzygniecie co do przeszłych ról politycznych.

A.M: Rozumiem, że chodzi tylko o Fiszbacha, Jagielskiego…

M.F: Mówimy o sygnatariuszach porozumień gdańskich.

A.M: Bo nie dalej? Bo jak pójdziemy dalej do Jaruzelskiego, Kiszczaka i wszystkich innych…

M.F: Mówimy o tych uczestnikach gdańskich negocjacji , którzy z determinacją , a także prąc często pod prąd oczekiwań znaczącej części establishmentu PZPR , potrafili przekonać do znalezienia porozumienia.

A.M: Jest jakaś reakcja na ten wasz pomysł? Taka oficjalna?

M.F: Nie wiem. Ten pomysł w formie listu zostanie skierowany do przewodniczących rad miasta Gdańska  i Gdyni  i oczekujemy, że w tej dyskusji  radni zechcą się też wypowiedzieć.

A.M: Dziękuję bardzo.

M.F: Dziękuję.


 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Blogi RG | Dziennikarze
Włodzimierz Raszkiewicz
Wraszenia.
Zapraszam na mojego bloga.
Włodzimierz Machnikowski
Na fali.
Zapraszam na mojego bloga.