Autopilot - sms dla kierowców 603 06 06 06 »
Widzisz wypadek, dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06. Uprzedź innych. »
Autopilot Radia Gdańsk, najlepszy nawigator. Podróż z nami to przyjemność. »
Kto słucha Radia Gdańsk, nie stoi w korkach. Dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06 »
603 06 06 06 Powiedz nam o korku, my przekażemy to innym kierowcom. »
Podróżuj bezpiecznie. Z Radiem Gdańsk nie ma problemów na drodze. »
Włącz Autopilota, daj się poprowadzić. Sms 603 06 06 06. »
603 06 06 06 - Autopilot Radia Gdańsk - Z nami zawsze dotrzesz do celu. »
Brak danych
podcasty_rk_michajlow
Teresa Kamińska, prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej
wtorek, 19 lutego 2013
kaminska1902Gościem Rozmowy kontrolowanej przez Agnieszkę Michajłow była Teresa Kamińska prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Rozmowa dotyczyła m.in. 5,5 mln złotych dotacji, przyznanych przez Agencję Rozwoju Pomorza oraz przyszłości elektrowni atomowej na Pomorzu.




Czytaj wywiad:Agnieszka Michajłow: Dzień dobry. Witam w studiu.

Teresa Kamińska: Dzień dobry państwu. Dzień dobry pani.

 

AM: Została pani bohaterką tygodnika „Uważam Rze”. Przekaz jest taki: 5,5 miliona złotych dotacji bez przetargu wydała Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna. Za część tej kwoty wyposażono biuro, którego obsługą zajmuje się syn prezes strefy. Jakiś konflikt interesów?

TK: Nie wiem. Przez cały zeszły rok odpowiadaliśmy na tego typu donosy. Ta sprawa była poruszana i rozpatrywana przez różnego rodzaju instytucje. Ten tekst trafił do wszystkich ministerstw już w zeszłym roku. Teraz ukazał się, a zarzuty są w zasadzie te same.

 

AM: Pani prezes, czy spółka należąca do pani syna prowadzi wirtualne biuro, za które strefa płaci miesięcznie 8 tysięcy złotych?

TK: Pomieszano tutaj pojęcia. Operatorem w parku biura wirtualnego jest rzeczywiście spółka, gdzie jest mój syn. Za to spółka dostaje 8 tysięcy złotych. Jest operatorem za te 8 tysięcy złotych. Gdyby to prowadziła strefa, musiałaby zatrudnić dwóch pracowników. Ta spółka płaci za wynajem parkowi, zatrudnia za to pracownika i obsługuje za niewielką kwotę 70 podmiotów, a za darmo 30 podmiotów. To jest zupełnie logiczne, że dla strefy, dla parku jest to opłacalne. Jeszcze raz powtarzam, że 8 tysięcy nie wystarczyłoby mam na dwie pensje.

 

AM: Wątpliwości, jak rozumiem, nie budzi ta kwota tylko to, że to jest pani syn. Pani nie ma z tym problemu?

TK: Nie, nie mam. Miałabym, gdyby gdziekolwiek czy mój syn, czy spółka w której jest, dostała jakiekolwiek minimalne preferencje. To byłoby niezgodne z prawem i etyką. W momencie kiedy jest traktowany dokładnie tak, jak każdy inny, nie ma żadnych kryteriów dodatkowych. Nie widzę powodu, aby stosować gorsze kryteria, czy też uniemożliwić działanie w parku tylko dlatego, że ktoś jest moim znajomym, czy moim synem. Bardzo pilnuję tego, żeby były stosowane te same kryteria dla wszystkich podmiotów.

 

AM: Gazeta, na którą się powołuję twierdzi, że ta firma została założona na dwa miesiące przed objęciem tego zadania. Co jak rozumiem, było działaniem celowym. Sprawdzono rynek, ale nie do końca dokładnie. Tak, aby to pani syn był operatorem?

TK: Sprawdzono dokładnie. Pięknie to brzmi w tekście. Biuro wirtualne było jednym z założeń, moich marzeń, aby park był poświęcony nie tylko dużym firmom, inkubatorom, ale też jednoosobowej działalności zarejestrowanej. Tak, aby nie trzeba było rejestrować tego w domu i spotykać się z klientem w kawiarni. Nie było na rynku firmy, która w pełni spełniałaby nasze oczekiwania. Biura wirtualne to nie jest tylko sekretariat, salki do spotkań z klientami, to jest również obsługa prawna i doradztwo finansowe. Takiej spółki nie było.

 

AM: I stworzył ją pani syn?

TK: Tak. W połączeniu z kancelarią, w której jest  udzielanie porad prawnych. To zafunkcjonowało. Podobnie zafunkcjonowało przedszkole na nasze potrzeby. Firma, która się w tej chwili rozrasta. Na tej zasadzie działają wszystkie firmy. Rozmawiamy z firmą, która wchodzi do parku, regulamin wisi na stronie internetowej, jakie usługi dla parku i firm parkowych mogłaby świadczyć.

 

AM: Pani prezes, musiała się pani liczyć z tym, że narazi się pani na zarzuty o nepotyzm, o popieranie rodziny. Jeżeli w strukturze, w której pani jest będzie funkcjonował ktoś z pani rodziny.

TK: to jest kwestia poczucia, czy zostały zachowane elementarne kryteria. Dla mnie nepotyzm jest wtedy, kiedy stwarzamy dla znajomych, rodziny specjalne warunki. W momencie, gdy kryteria są jednakowe dla wszystkich, nie ma nepotyzmu.

 

AM: Jest jeszcze jeden aspekt w tej sprawie. Jest to sugestia, że 5,5 miliona złotych dotacji bez przetargu. Jak to jest z tym przetargowym i bezprzetargowym trybem? Gdyby okazało się, że musiałby być przetarg, a pieniądze zostały wydane bez przetargu, to rozumiem że byłyby z tego kłopoty, tak? Unijne pieniądze...

TK: Wyjaśnijmy jedną rzecz. To, o czym rozmawialiśmy nie ma nic wspólnego z projektami unijnymi. Projekty unijne to jest napisanie wniosku, złożenie biznes planu do instytucji i to rozpatrują eksperci. Trzeba wypełnić warunki, kryteria i eksperci uznają, czy ten projekt jest dobry. Ten projekt był złożony do ARP, rozpatrywali go niezależni eksperci. To jest taka sztuczna próba połączenia: rada nadzorcza ARP z oceną projektów.

 

AM: W której pani była.

TK: Tak w której byłam. Natomiast te pieniądze dedykowane dla parków technologicznych mogą pójść tylko i wyłącznie na parki technologiczne. Tu na Pomorzu poszły na Słupsk, Gdynię, Gdańsk, Kwidzyn i jeszcze zostały. Więc nie było to tak, że ja jako prezes musiałam cokolwiek po znajomości załatwiać. Strefy nie podlegają ustawie o zamówieniach publicznych. Podlegają one bardzo restrykcyjnym procedurom i każda strefa to ma, dotyczącym przejrzystości, transparentności.

 

AM: To prawda, że Urząd Marszałkowski, post factum w 2012 roku wystąpił do prezesa Urzędu Zamówień Publicznych i ma opinię, że powinien być przetarg?

TK: Nie. Wystąpił w wyniku różnych stanowisk i donosów. Mamy ekspertyzy wielu zacnych ludzi, w tym pana Dzierżanowskiego, który tworzył ustawę o zamówieniach publicznych, że rzeczywiście nie wypełniamy jednego z kryteriów - artykułu 3. Gdyby strefy rzeczywiście w całej rozciągłości musiały stosować ustawę, to nigdy by żaden inwestor nie doczekał się.

 

AM: Nie ma żadnego zagrożenia, że te pieniądze trzeba będzie zwracać?

TK: Moim zdanie nie. Przyzwyczaiłam się, że różne rzeczy idą do różnych instytucji. W zeszłym roku mieliśmy w Komisji Europejskiej donos po wejściu do stoczni, że kreatywnie rozliczam projekt. Ktoś był za szybki, bo ja jako strefa nie zdążyłam złożyć jeszcze wniosku. Komisja poprosiła o wyjaśnienie, w jaki sposób ten projekt rozliczam.

 

AM: Sama sobie ma pani coś do zarzucenia?

TK: Nie. Uważam, że spełniłam wszystkie wymogi i traktuję wszystkie firmy w parku, jako instytucja, według tych samych kryteriów i regulaminów, które są dostępne na stronie internetowej. Jest wszystko jasno i przejrzyście, bo takie są wymogi działalności.

 

AM: Ktoś próbuje utrudnić działalność?

TK: Nie chciałabym się wdawać w dyskusję w tym kierunku. Myślę, że strefa naprawdę bardzo dobrze znosi kryzys, rozwija się, trzykrotnie zwiększyliśmy zatrudnienie. Bardzo się cieszę, że są to miejsca pracy dla młodych ludzi, nie tylko dla ludzi strefy, również dla firm. Bardzo dobrze idzie projekt stoczniowy i to są najważniejsze sprawy dla mnie.

 

AM:Pani prezes, czy po słowach ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego, że w dzisiejszych warunkach nie jest możliwe, by rząd wspierał budowę polskiej elektrowni jądrowej. Pani zdaniem, to jest koniec polskiego atomu?

TK: Obawiam się, że jest to sondażowa wypowiedź. Skoro idą już sondażowe wypowiedzi, to nie ma determinacji, aby to miało się, mówiąc kolokwialnie, zadziać.

 

AM: Jakiś czas temu mówiło się o dwóch elektrowniach. To jest pomysł rządu, premier nam to zaprezentował. I teraz co?

TK: Myślę, że do pewnego momentu z ogromną determinacją był ten projekt realizowany. Mamy ustawodawstwo, mamy harmonogramy, badania, wybraną short listę lokalizacji i chyba gdzieś w okolicach pojawiania się problemu łupków, to się zmieniło.

 

AM: Postawiliśmy na łupki, a więc odpuszczamy elektrownie?

TK: Moim prywatnym zdaniem jest to duży błąd, zdaniem prezesa strefy.

 

AM: Co jest błędem?

TK: Stawianie konkurencyjnie, albo łupki, albo elektrownia jądrowa. Dlatego, że nie mamy jeszcze zdecydowanych badań, jeśli chodzi o łupki. Nie mamy gwarancji, w którym roku, w jaki sposób, w jakich technologiach będziemy to wydobywać. Oczywiście tak jak wszyscy uważam, że jest to dobry kierunek, jeśli jest jakakolwiek szansa, że ten gaz łupkowy jest, to powiliśmy ją wykorzystać. To nie przeszkadza w kontynuacji projektu elektrowni jądrowej.

 

AM: Może to są po prostu za duże nakłady i nie jesteśmy w stanie angażować się po jednej i po drugiej stronie?

TK: W tej chwili badania dotyczące łupków finansowane są przez firmy. To one wydają pieniądze. Budżet nie jest narażony na wydatki. Próba doprowadzenia projektu elektrowni jądrowej do sytuacji, że mając już wyniki łupków moglibyśmy zadecydować, wydaje się sensowna zwłaszcza dla nas na Pomorzu. Dlatego, że my nie mamy żadnego dużego konwencjonalnego źródła, nie mamy sieci zmodernizowanych. Wiemy, w jaki sposób nasze sieci wyglądają. Niektórzy argumentują, że w Kaliningradzie powstanie elektrownia i będziemy mogli stamtąd brać.

 

AM: Przecież podobno my nie chcemy być uzależnieni?

TK: Dokładnie. Cała ta wartość dodana, o której mówmy- na szkolenie młodych ludzi, mnóstwo miejsc pracy, czyli to wszystko, co byłoby drożdżami byłaby pominięta. Mamy tylko prąd z Kaliningradu. To wcale nie jest takie proste. Nie mamy połączeń transgranicznych, wobec tego ogromny wydatek na stworzenie tych połączeń. W reklamówce tego prądu nie da się przenieść.

 

AM: Po co minister to mówi? Może rząd po prostu powinien zmienić swoją strategię? Czekamy na reakcję inwestorów teraz?

TK: Myślę, że reakcja inwestorów wymusi uzasadnienie, czy rozszerzenie, bo tak naprawdę była to krótka lakoniczna wypowiedź. Trudno wyciągać daleko idące wnioski, że jest rezygnacja ze strategi. Być może minister Budzanowski miał na myśli, że rząd nie zaangażuje się w sensie gwarancji państwowych, finansowych. Ta wypowiedź była zbyt lakoniczna, aby wysuwać tak daleko idące wnioski.

 

AM: Dziękuję bardzo.


 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Blogi RG | Dziennikarze
Włodzimierz Machnikowski
Na fali.
Zapraszam na mojego bloga.
Włodzimierz Raszkiewicz
Wraszenia.
Zapraszam na mojego bloga.