Autopilot - sms dla kierowców 603 06 06 06 »
Widzisz wypadek, dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06. Uprzedź innych. »
Autopilot Radia Gdańsk, najlepszy nawigator. Podróż z nami to przyjemność. »
Kto słucha Radia Gdańsk, nie stoi w korkach. Dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06 »
603 06 06 06 Powiedz nam o korku, my przekażemy to innym kierowcom. »
Podróżuj bezpiecznie. Z Radiem Gdańsk nie ma problemów na drodze. »
Włącz Autopilota, daj się poprowadzić. Sms 603 06 06 06. »
603 06 06 06 - Autopilot Radia Gdańsk - Z nami zawsze dotrzesz do celu. »
Brak danych
podcasty_rk_michajlow
Sławomir Neumann, wiceminister zdrowia
poniedziałek, 04 marca 2013
DSC_5923Wiceminister zdrowia Sławomir Neumann mówił w Rozmowie kontrolowanej o tym, co resort zamierza zrobić w sprawie śmierci 2,5-letniej Dominiki. Dziewczynka zmarła, bo nie przyjechało do niej pogotowie.






Czytaj wywiad:Agnieszka Michajłow: Dzień dobry Panie ministrze. Witam.
Sławomir Neumann:Dzień dobry Pani. Dzień dobry Państwu. Witam.

 

AM: Dlaczego w Polsce dzieci umierają bez pomocy lekarskiej? Przecież wszystkie dzieci nasze są?

SN: Wszystkie dzieci nasze są i wszystkie są leczone. Takie przypadki niestety też się zdarzają, jak ten o którym od kilku dni mówimy.

 

AM: W Skierniewicach, dwu i pół letnia Dominika...

SN: Niewątpliwe nieszczęście. Smutna sprawa. Myśmy to w piątek zauważyli, media podały, podjęliśmy od razu działania kontrolne...

 

AM: To tak wyglądało, jakbyście to zauważyli po reakcji Owsiaka.

SN: Decyzja o kontroli zapadła w piątek. Jest to naturalna decyzja. Nie chcieliśmy epatować opinii publicznej takimi informacjami, bo to tylko niepotrzebne podgrzewanie atmosfery.

 

AM: Owsiak podgrzał atmosferę niepotrzebnie?

SN: Nie wiem, czy niepotrzebnie, ale na pewno podgrzał. Nie mówię tego w formie zarzutu. W tej pacy ma się granicę przyjęcia takich ciosów. Rozumiem Jurka Owsiaka, który pół życia poświęcił, aby doposażyć oddziały pediatryczne, pomaga dzieciakom. Potem widzi, że ktoś swojej pracy nie wykonuje, tak jak trzeba. Od wszystkich wymagamy, aby wykonywali robotę porządnie. Gdzieś jest w tym systemie ktoś, kto do tej roboty słabiej podchodzi. Ileś czasu się pracuje i poświęca, aby ten system poprawiać. Potem się spotyka ze ścianą. Nie tyle co braku kompetencji, ale „tumiwisizmu”. Czasami tak jest. Tutaj nie wiemy dokładnie, kto gdzie zawinił, bo to dziecko, dziewczynka była leczona długo. To nie był jeden dzień. Trzeba sprawdzić wszystko, od lekarza pierwszego kontaktu, przez szpital i pogotowie. Rzeczywiście ktoś nawalił. Takie błędy mają imię i nazwisko.

 

AM: Ile osób może nawalać? Tak jak Pan mówi, ta dziewczynka była leczona na zwykłe przeziębienie przez długi czas. To nie była jedna dyspozytorka, czy jeden dyspozytor w pogotowiu.

SN: Nie składam teraz winy na nikogo, bo do póki nie będzie końca kontroli, to nie wiemy, gdzie popełniono błąd. Być może była to suma różnych małych błędów, to też należy sprawdzić. To nie jest sytuacja nagła. Jest to zła diagnoza w jakimś momencie. Źle leczone dziecko, które nie otrzymuje pomocy od ludzi, którzy są do tego przygotowywani, są wyuczeni. Mamy jeden z lepszych systemów kształcenia lekarzy, sprzęt, który w szpitalach i ośrodkach już stoi. Wszystko to było. Poza udzieleniem pomocy.

 

AM: Może nie ma pieniędzy, aby dojechać i zabrać pacjenta?

SN: To nieprawda. Pieniądze były.

 

AM: Gdzie jest problem? Na sygnał o gorączce, która sięgała w pewnym momencie do 42 stopni, ktoś się zastanawia, czy trzeba jechać czy nie?

SN: Z tym się nie mogę pogodzić. To nie jest kwestia pieniędzy. Pieniądze na pomoc nocną i świąteczną są. Na pogotowia ratunkowe są...

 

AM: Pewnie jest ich mało i każdy je oszczędza?

SN: Nie ma oszczędzania.

 

AM: Jak to nie ma?

SN: Wszystkie procedury ratujące życie są płacone ponad limity przez NFZ od dawna w Polsce. Tu nie ma ryzyka, że procedura ratująca życie nie będzie zapłacona.

 

AM: Może ileś razy pogotowie jeździło, te dzieci nie był tak mocno chore, że za którymś razem dyspozytor...

SN: Dlatego trzeba to sprawdzić. Nie jestem lekarzem, ale dla mnie tutaj sytuacja była ewidentna. Tak wysoka gorączka i długo leczony dzieciak, to naprawdę sytuacja dziwna. Trudno się pogodzić ze śmiercią, która była niepotrzebna.

 

AM: Jakie wnioski z takiej niepotrzebnej śmierci?

SN: Poczekajmy na wyniki kontroli. Dzisiaj trudno rzucać oskarżenia, czy wysnuwać wnioski, nie mając pełnej wiedzy, gdzie ten błąd popełniono. Myślę, że nasza kontrola, która będzie dość krótka, w ciągu tygodnia się zakończy. Będziemy mogli podawać informacje na bieżąco. Prokuratura bada tę sprawę niezależnie. Wiemy, że prokuratura nie chętnie dzieli się wiedzą i długo bada. Moim zdaniem tu należy się szybkie wytłumaczenie, wyjaśnienie tej sprawy, żebyśmy pokazali ludziom gdzie, co zawiodło.

 

AM: Wie Pan, czy nie ważniejsze byłoby zrobić coś, żeby nie było takich przypadków? Dziś już nikt życia tej dziewczynce nie przywróci, co mają myśleć rodzice? Jak mają wzywać pogotowie? Jakie mają prawa? To nie tylko rodziców dotyczy...

SN: Myślę, że to jest przypadek, który wstrząśnie wszystkimi, którzy pracują w tym systemie. Mam wrażenie, że dziś każdy z dyspozytorów, lekarzy pogotowia, pierwszego kontaktu, czy lekarzy z nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej zacznie się zastanawiać, jakby się zachował na miejscu tamtych ludzi.

 

AM: Pamięta Pan chłopca z Białegostoku? Zmarł, bo nie zrobiono mu badania krwi i co? To wstrząsnęło kimś?

SN: To są błędy, które popełniamy w pracy. To są błędy lekarzy, albo ludzi którzy nie mają zbyt wielkiej empatii do tego zawodu.

 

AM: Nie nadają się do zawodu?

SN: Nie tyle co się nie nadają. Wydaje mi się, że czasami podchodzą do tego bardzo mechanicznie, bez uczucia. To jest zawód, który wymaga empatii do pacjenta i starania się bardziej. Wszyscy jeżeli będziemy wykonywali swoją robotę dobrze, to takich przypadków nie będzie. W tym środowisku od wielu lat mieliśmy do czynienia z takim pobłażaniem błędom lekarskim. Nikt nikogo nie chciał oskarżyć, że kolega zrobił błąd lekarski.

 

AM: Coś się zmieniło?

SN: Wielkich zmian nie widzę to prawda, bo oświadczenia samorządu lekarskiego Warszawy było takie, że to w zasadzie wina ministerstwa, że to dziecko zmarło.

 

AM: Tak. Cytuję szefa Izby Lekarskiej z Mazowsza: Obecny minister zdrowia ponosi pełną odpowiedzialność moralną i polityczną za obecny zły stan polskiej ochrony zdrowia.

SN: Więc pan Szatanek już wie, kto jest winny, bo już sprawdził wszystko. Wie, że żaden lekarz nie popełnił błędu. To pokazuje, że to środowisko jest naprawdę hermetyczne. Nie chce się przewietrzyć z ludzi, którzy nie powinni w nim pracować. Nie rozumiem takich zachowań. To nie bije w ministra, tylko w lekarzy, którzy sami powinni zadbać o to, aby w tym zawodzie pracowali ludzie, którzy mają empatię do innych.

 

AM: Oni znajdą ze dwadzieścia argumentów na to, że system źle działa, a wynikiem źle działającego systemu są takie, a nie inne przypadki?

SN: W tym systemie dziecko było leczone u lekarza pierwszego kontaktu, w szpitalu. Lekarz nocnej opieki, który jest gotowy, aby systemowo zadziałać, pogotowie i szpital ostatni. Ten system miał cztery czy pięć miejsc, które mogły to dziecko wyleczyć, gdyby ktoś się tym dzieckiem dobrze zajął. To nie jest system, to jest imię i nazwisko człowieka, który nie dał sobie rady. To jest prawda, którą musimy odnaleźć.

 

AM: Co pan radzi rodzicom? Dzwonią na pogotowie, jest wywiad: 40 stopni gorączki, dziecko lekko zamroczone, słania się i co?

SN: Nie wiem. Tutaj nie ma mądrej osoby co poradzić, bo każdy kto zgłasza się do dyspozytora, powinien spokojnym głosem mówić objawy...

 

AM: Okazuje się, że mama mówiła zbyt spokojnym głosem?

SN: Pewnie gdyby zrobiła awanturę. to byłaby inna reakcja...

 

AM: Tak myślę...

SN: Więc co tu mówić? Musimy na pewno zwiększyć ilość szkoleń dla dyspozytorów, ale też uczulić ich na to, by reagowali na objawy a nie na to, jak ktoś się zachowuje, mówi. Było wiele przypadków, kiedy dyspozytorka rozmawiając z dzieckiem uratowała matkę. To są dobre i złe przykłady. Nie może być tak, bo takie też były wypowiedzi, że matka spokojnym głosem mówiła, była spokojna, tak jak nic by się nie działo. Działo się. Od kilku dni to dziecko było w stanie wysokiej gorączki, chorowało, po antybiotykach... Dziwne...

 

AM: Moja teoria jest taka: histerycznym głosem trzeba wzywać pogotowie, powoływać się na wszystkich ważnych, np. na pana ministra Neumanna, że go się zna i postraszyć... Przychodzą mi takie pomysły do głowy. No i jeszcze dzwonić do mediów. To może wtedy to coś da?

SN: To jest absurdalne. Musimy nad tym systemem popracować, po stronie odbioru informacji, bo to tutaj też zawiodło. Nie wiemy jakby się potoczyło, gdyby karetka przyjechała wcześniej za pierwszym razem, to może by się to dziecko udało uratować.

 

AM: Porozmawiajmy trochę o systemie. Podam Panu przykład, NFZ mówi, że racjonalizuje wydatki na drugą połowę roku. W Sopocie przewiduje o 60% mniej na alergologię, diabetologię i kardiologię. Mniej do Sopotu, bo większe są wymagania w Lęborku i Kościerzynie. To tak ma być, to jest racjonalizowanie, że z Sopotu się 60% środków przesuwa? To na tym polega polityka?

SN: Trzeba zobaczyć wykorzystanie tego i zobaczyć potrzeby w innych miejscach. Mamy ograniczone środki, które nie przyrastają w sposób wielki. Natomiast...

 

AM: Panu ta polityka kontraktowania NFZ się podoba?

SN: Nie podoba mi się. Przygotowaliśmy ustawę, która to zmienia. Uważam, że to co jest dzisiaj w kontraktowaniu przez NFZ ma wiele wad. Ministerstwo jest gotowe, ma projekt zmian w NFZ w konsultacjach. Przesunięcie decyzji w dół do regionów, bo tu w regionie będzie lepiej widać, gdzie są potrzeby zdrowotne. Mapy potrzeb, które będzie tworzył wojewoda, potrzeb i pokrycia tych potrzeb przez kontrakty, ale też wyposażenia w ten twardy majątek, związaną z ochroną zdrowia. To da nam lepsze odpowiedzi na pytanie, gdzie kontraktować i co.

 

AM: Chyba, że gdzieś zawiodą ludzie proszę Pana...

SN: Ludzie mogą zawieść w każdej pracy, zawodzie i miejscu. W każdym systemie i pracy najsłabszym ogniwem jest człowiek.

 

AM: Ta reorganizacja będzie od 1 stycznia 2014 roku, czy niezdążycie?

SN: Nie, 1 stycznia nie będzie datą wprowadzenia żadnej ważnej ustawy zdrowotnej w życie, bo to powoduje zawsze chaos.

 

AM: Boicie się już?

SN: Wyciągamy wnioski. To nie jest kwestia obaw. 1 stycznia to nie jest najlepszy moment. Będzie to, albo wcześniej, albo później, ale żeby nie przekładać tego przez końcówkę roku, żeby nie wprowadzić zamieszania w nowych kontraktowaniach. W zależności od tego, jak będzie biegł terminarz prac rządowo-parlamentarnych, to będzie można ocenić harmonogram wejścia poszczególnych zmian.

 

AM: Pan uważa, że Jarosław Gowin powinien zostać w PO, powinien być nadal ministrem sprawiedliwości?

SN: Powinien zostać w PO. Powinien też się trochę zreflektować, jeśli chodzi o swoje zachowanie. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że Jarosław Gowin ma świadomość tego jaką wartością jest PO dla niego i dla Polski. Myślę, że zrozumienie tej sytuacji spowoduje troszkę inne zachowania. Czy będzie ministrem, to decyzją premiera, który dobiera pracowników. Musi mieć pewność, że wszyscy ministrowie grają w tej samej drużynie.

 

AM: A Gowin nie gra z Wami w jednej drużynie?

SN: Dobrze by było, żeby się określił do końca. Myślę, że trochę zmieniło sytuację w PO to, że premier zdecydował, że będzie kandydował na następną kadencję jako szef PO.

 

AM: Mówił co innego wcześniej...

SN: Dlatego też może były różne harce osób, które szukały miejsca dla siebie na wypadek gdyby...

 

AM: Gowin? To chyba Schetyna szybciej?

SN: Pewnie kilku ludzi marzyło a tym, aby powalczyć o przywództwo w PO po odejściu Donalda Tuska. Dzisiaj tego problemu nie ma, a wszyscy będą inaczej patrzeć na swoją perspektywę kariery. To jest chyba korzystniejsze.

 

AM: Schetyna wystartuje przeciwko Donaldowi Tuskowi?

SN: Trudno powiedzieć. Jeżeli będą wybory powszechne...

 

AM: Teraz taki nowy stary pomysł...

SN: No i dobry.

 

AM: Tak tylko przez lata nie był dla was dobry.

SN: Sprawdziliśmy to w prawyborach prezydenckich i on się sprawdził.

 

AM: Szczególnie jak trzeba zrobić plebiscyt popularności, a Tusk w tym plebiscycie wygrywa prawda?

SN: Myślę, że wygra w każdych wyborach w PO. Do tego nie mam wątpliwości, jak i do tego, że zgłoszą się konkurenci.

 

AM: Tak? Wielu ich będzie?

SN: Nie wiem ilu, ale na pewno się zgłoszą. To będzie dla nich okazja pokazania się w mediach, nie ukrywajmy tego, na pewno będą chcieli. Nie tyle rzucić rękawicę, co się wypromować.

 

AM: Jak się tak wystawią, to potem ich premier ugrilluje?

SN: Nie wiem czy ugrilluje. Mieliśmy prawybory, wygrał Bronisław Komorowski, Radosław Sikorski przegrał i włos mu z głowy za to nie spadł.

 

AM: Tacy trochę naznaczeni byli ci kandydaci..

SN: Wam to się nic nie podoba. Był prawybory, odbyły się. Członkowie PO zagłosowali, wybrali Bronisława Komorowskiego. W normalniej demokratyczniej procedurze. Nie wiem, czy naznaczeni, czy nie. Każdy jest jakoś naznaczony, ktoś kogoś wystawia, popiera i to jest normalne.

 

AM: Lepiej byście się tymi ustawami z ministerstwa zdrowia zajęli...

SN: Zajmujemy się. Mamy czas na wszystko.

 

AM: Dziękuję bardzo.



 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Blogi RG | Dziennikarze
Włodzimierz Machnikowski
Na fali.
Zapraszam na mojego bloga.
Włodzimierz Raszkiewicz
Wraszenia.
Zapraszam na mojego bloga.