Autopilot - sms dla kierowców 603 06 06 06 »
Widzisz wypadek, dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06. Uprzedź innych. »
Autopilot Radia Gdańsk, najlepszy nawigator. Podróż z nami to przyjemność. »
Kto słucha Radia Gdańsk, nie stoi w korkach. Dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06 »
603 06 06 06 Powiedz nam o korku, my przekażemy to innym kierowcom. »
Podróżuj bezpiecznie. Z Radiem Gdańsk nie ma problemów na drodze. »
Włącz Autopilota, daj się poprowadzić. Sms 603 06 06 06. »
603 06 06 06 - Autopilot Radia Gdańsk - Z nami zawsze dotrzesz do celu. »
Brak danych
podcasty_rk_michajlow
Jolanta Banach, radna SLD w Gdańsku
czwartek, 07 marca 2013
banachGościem Rozmowy kontrolowanej przez Agnieszkę Michajłow była radna SLD Jolanta Banach. Rozmowa dotyczyła m.in. problemu ubóstwa w Gdańsku.





Czytaj wywiad:Agnieszka Michajłow: Dzień dobry, witam w studiu.


Jolanta Banach: Dzień dobry Państwu, dzień dobry Pani redaktor.


AM: Co Pani powie na temat dyskusji o problemie społecznym niedożywienia dzieci, który sprowadzono do tego, czy pamiętamy smak z dzieciństwa, szczawiu z nasypu, kogel-mogel, czy mirabelek?

 

JB: Można by zlekceważyć kolejną skandaliczną wypowiedź Stefana Niesiołowskiego. Jest nam już znamy ze swoich niekonwencjonalnych poglądów. Gdyby nie to, że on jednak wyraża pogląd, który jest dosyć powszechny. Dotyczy spychania biedy na margines naszej dyskusji publicznej. Bieda jest powodem dyskryminacji i wykluczenia najbardziej wyklętym. Bardziej wyklętym od dyskusji o prawach homoseksualizmu, par nieformalnych, zapłodnienia in vitro, antykoncepcji, czy ustawy antyaborcyjnej. Proszę zobaczyć, że biedy w ogóle nie ma w naszych debatach. Politycy wypychają ją z powodów dość oczywistych. Jeżeli rządzimy a jest biednie to znaczy, że coś jest źle. Nie ma jej też w mediach mainstreamowych, ponieważ nie jest to temat właściwy dla prywatnych, biznesowych przedsięwzięć, jakimi są koncerny medialne.


AM: Pojawiają się takie rzewne historie, babcia wychowuje...

 

JB: To nie są rzewne historie. One mają za zadanie przyciągnąć uwagę widza. Trochę skandalizują, mają poruszyć, a więc zwiększyć oglądalność. Proszę zobaczyć, że w tej debacie nie uczestniczą w ogóle polscy politycy społeczni. Fenomenalni, świetni...


AM: A są tacy?

 

JB: Instytut Prac i Spraw Socjalnych, Zakład Problemów Rodziny, pani doktor Kołaczek, Głogosz, Balcerzak, Paradowska...


AM: Zaważyła Pani, że jeśli chodzi o polityków z parlamentu, to coraz mniej osób chce się zajmować taką tematyką. Pani, jak była w Sejmie, to się Pani tym zajmowała. To nie jest ulubiony temat.

 

JB: To jest efekt zamkniętego koła. Nie rozmawiamy o biedzie, bo ona się niedobrze sprzedaje, a skoro się nie sprzedaje, to nie warto eksploatować tego tematu, ponieważ jest się politykiem niszowym, nieznanym. To jest to, co napędza to, abyśmy z pola widzenia zdjęli ten problem.


AM: Pani zdaniem jest w Polsce problem głodnych dzieci? Tak, jak fundacja „Maciuś” zbadała, może to być 800 tys.?

 

JB: Jest, Pani redaktor. Nie tylko fundacja „Maciuś” zajmuje się tym problemem. Wystarczyłoby, aby posłowie sięgnęli do danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, bo to ministerstwo od 95 roku, czyli od czasu kiedy rozpoczęliśmy program Dożywianie Uczniów w Szkołach, przygotowuje kolejną edycję programu. Musi więć przygotować dane. Z tych danych niezmiennie wynika, że ta liczba kształtuje się na poziomie od sześciuset do miliona dzieci niedożywionych. To wszystko zależy od wskaźników i zasięgu biedy. Im większe bezrobocie, spowolnienie gospodarcze, to oczywiście większa bieda i potrzeby w zakresie żywienia. Są też badania Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Odsyłam osobiście, pana posła Niesiołowskiego do badań pani profesor Wiesławy Kruszyńskiej z Łodzi, czy do socjolożek łódzkich. One badały enklawy biedy niedożywianych dzieci. Wystarczy trochę myśleć. Wskaźniki biedy za 2011 rok dowodzą tego, że ok. 2 miliony 600 tys. osób żyje poniżej minimum egzystencji. Czyli takiego poziomu wydatków, które oznaczają zagrożenie wyginięciem biologicznym. Jeżeli ponad 30 proc. dzieci i młodzieży do 18 roku życia to część populacji ubogich, to proszę zobaczyć, że mamy około 800 tys. dzieci żyjących w rodzinach osób ubogich, na poziomie poniżej minimum egzystencji. To na pewno oznacza niedożywienie.


AM: Mówi Pani, że od 1995 roku realizowany jest program dożywiania dzieci. Nie można na tyle tego zdiagnozować, znaleźć miejsc, gdzie problem jest największy i pomóc bezpośrednio?

 

AJ: Dożywianie uczniów w szkołach, głównie polega na dofinansowaniu jednego posiłku,  czyli obiadu. Dziecko nie je raz dziennie, a czasami ten obiad jest jedynym posiłkiem. Chodzi o to, aby do sprawy podejść kompleksowo. Nie tylko w postaci dofinansowania gmin przez rząd, ale, aby wykupił ten jeden posiłek. Chodzi o to, aby to też był priorytet w działaniach samorządowych. Nie zawsze jest on tym priorytetem. Nie sprzyja temu coraz bardziej restrykcyjna pomoc społeczna.


AM: Co to znaczy restrykcyjna?

 

JB: Nasza pomoc społeczna sięga po coraz ostrzejsze kryteria pomocy, dochodowe i każde inne. Trzeba być bardzo, bardzo ubogim i spełniać szereg innych kryteriów, aby załapać się na tą pomoc. Wiemy, że od 2006 roku nie były waloryzowane progi dochodowe, czyli to kryterium netto na osobę w rodzinie uprawniające do tej pomocy. Proszę sobie wyobrazić, na co zwraca uwagę GUS w zeszłym roku, że zasięg ubóstwa liczonego poziomem minimum egzystencji był większy, niż zasięg ubóstwa liczony metodą ustawową. To kryterium z ustawy o pomocy społecznej spowodowało, że mieliśmy mniej ubogich. Czyli ono się obniżyło poniżej minimum egzystencji. Pomoc społeczna nie była w Polsce przyznawana osobom, które żyją poniżej minimum egzystencji.


AM: Dobrze, a to pokutujące czasami stwierdzenie, że pomoc społeczna w części, to jest takie żerowanie na państwie?

 

JB: To jest bzdura, doktryna, retoryka doktrynalna, że tak powiem. Ona ma określona proweniencję neoliberalną, czy neoklasyczną w USA.


AM: Powiem, że nasz temat dyskusji, kiedy rozmawiamy ze słuchaczami na temat głodu, czy niedożywienia, to wiele osób podkreśla taki aspekt, że Państwo nie jest w stanie wszystkich wyżywić, że często rodziny są...

 

JB: Nikt nie zdejmuje z rodzin odpowiedzialności. Proszę wziąć sobie do serca, że bieda w Polsce jest bardzo rozłożona terytorialnie i geograficznie. Są ośrodki na Warmii i Mazurach, gdzie 50 proc. osób nie ma pracy, bo jej nie ma w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Dziecko jest jednak tą istotą, od której nie możemy wymagać odpowiedzialności za samego siebie. Chciałabym zwrócić uwagę na to, że bieda to nie tylko brak pieniędzy, to nie tylko ubóstwo materialne. Bieda w Polsce będzie się pogłębiać z powodu komercjalizacji i prywatyzacji usług społecznych. Szkoła pozbywa się funkcji opiekuńczych i socjalnych. Na wsiach nie ma już przychodni, które pełniłyby funkcję higieniczną, pilnując też zdrowego odżywiania. To jest infrastruktura społeczna, która pozwala w państwie wyrównywać szanse dzieci, w różnoraki sposób. Brak tych usług społecznych, dostępnych powszechnie, powoduje, że dzieci nie mają szans i tam my musimy pomóc.


AM: A argument, że państwa nie stać na to, żeby bardziej finansować rodzinę, pomoc społeczną?

 

JB: Na różne rzeczy nas stać. Pani redaktor, jeżeli stać nas na nacjonalizację rozrywki, a z drugiej strony prywatyzujemy służbę zdrowia, to się należy zastanowić, czy się kierujemy względami racjonalnymi i odpowiedzialnego gospodarza. Słyszę ten argument, że nas nie stać, a potem jak królik z kapelusza wypływają miliardy. Miliardy na stadiony, na inne rzeczy... Miliardy na infrastrukturę, taką techniczną w gminach, które już są ładne, mają wybrukowane chodniki, postawione lampki. Dobrze by było złapać równowagę między celami społecznymi, a rozwojem technicznym, infrastrukturalnym gminy.


AM: Jaka jest skala ubóstwa w takim mieście jak Gdańsk?

 

JB: W miastach, które liczą powyżej 500 tys. mieszkańców, jak wskazują komunikaty GUS, zasięg ubóstwa jest niewielki. Zarówno mierzony minimum egzystencji, jak i innymi kryteriami, bo ubóstwo materialne jest różnie mierzone. On się kształtuje, jeśli chodzi o minimum egzystencji, na poziomie 2-3 proc. w miastach powyżej 500 tys. Bieda w Polsce, tak jak mówiłam, ma też geograficzny charakter. Biedna jest na wsi i w małych miasteczkach. Metropolia daje większe szanse na rynku pracy. Miejsce na rynku pracy określa sytuacje materialną w sposób ewidentny. Pani redaktor, chcę powrócić do dużych miast. Duże miasta mają problem z enklawami biedy, z dzielnicowym ukształtowaniem biedy.


AM: U nas w Nowym Porcie, Stogach?

 

JB: Powinniśmy prowadzić głębsze badania nad przyczynami biedy miejskiej, która jest inna, niż bieda wiejska. Może ona jest mniej dolegliwa materialnie, ale bardziej naraża młodzież na dziedziczenie biedy, wzorców patologicznych, wypadanie z systemu edukacji, zły dostęp do opieki zdrowotnej. To jest oblicze miejskiej biedy.


AM: Jest Pani radną Gdańska. Jak Pani mówi, posłowie nie zajmują się tym, a jest uwrażliwienie u radnych, we władzach Gdańska na ten problem? Widzi Pani to, czy nie?

JB: Może i ta wrażliwość jest, ja ludziom nie odbieram takiego odruchu empatycznego, tego, co kształtuje ich człowieczeństwo. Mam wrażenie, że zawsze te wydatki na osoby niepełnosprawne, biedne, na pomoc społeczną, nawet na coś oczywistego, jak budowanie form dziennej opieki nad osobami z alzheimerem, seniorami chorymi, niepełnosprawnymi, przegrywa z innymi wydatkami. To jest mniej więcej tak, jak Pani mówiła. Nie ma pieniędzy, a nagle są pieniądze, na ostatniej sesji, na iluminację kościoła świętego Bartłomieja. Z całym szacunkiem dla kościoła, przecież tu nie chodzi, że ja wywołuję wojnę religijną, a jest mniej o 500 tys. złotych na dofinansowanie likwidacji barier dla osób niepełnosprawnych. Pytam się radnych PO, czy jednak nie mogliby tych pieniędzy, które otrzymujemy z PFRONu, o te 500 tys. z budżetu. Przewodniczący kluby PO mówi, że on rozumie to i się ze mną zgadza. To są trudne wybory, ale w tych wyborach zawsze przerywa osoba niepełnosprawna, biedna, a wygrywa iluminacja, instalacja, rozrywka. Za często przegrywa ta problematyka, którą ja się zajmuje. Pomimo że, jest uwrażliwienie. Chcę pochwalić się dobrą współpracą z przewodniczącą Komisji Spraw Społecznych i Zdrowia, panią radną Dunajewską, z którą można znaleźć wspólny język.


AM: Pani Wanda Dunajewska jest z PO, a słyszałam, że w samej PO nie wszyscy pałają do niej sympatiom.

 

JB: Tego nie wiem. Wiem, że jest kooperatywna i można parę przedsięwzięć ustalić.


AM: To dobrze, że tak chociaż jest. Dziękuję bardzo.

 


 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Blogi RG | Dziennikarze
Włodzimierz Machnikowski
Na fali.
Zapraszam na mojego bloga.
Włodzimierz Raszkiewicz
Wraszenia.
Zapraszam na mojego bloga.