Autopilot - sms dla kierowców 603 06 06 06 »
Widzisz wypadek, dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06. Uprzedź innych. »
Autopilot Radia Gdańsk, najlepszy nawigator. Podróż z nami to przyjemność. »
Kto słucha Radia Gdańsk, nie stoi w korkach. Dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06 »
603 06 06 06 Powiedz nam o korku, my przekażemy to innym kierowcom. »
Podróżuj bezpiecznie. Z Radiem Gdańsk nie ma problemów na drodze. »
Włącz Autopilota, daj się poprowadzić. Sms 603 06 06 06. »
603 06 06 06 - Autopilot Radia Gdańsk - Z nami zawsze dotrzesz do celu. »
Brak danych
podcasty_rk_michajlow
Anna Rogowska, lekkoatletka
piątek, 08 marca 2013
annarogowskaGościem Włodzimierza Machnikowskiego w Rozmowie kontrolowanej była Anna Rogowska, mistrzyni świata i medalistka olimpijska w skoku o tyczce. Rozmowa dotyczyła m.in. planów naszej lekkoatletki na najbliższą przyszłość.





Czytaj wywiad:Włodzimierz Machnikowski: Witam serdecznie Aniu.

Anna Rogowska: Dzień dobry.

 

WM: Kobieta w pierwszej kolejności dziś. Już złożyliśmy życzenia. Proszę powiedzieć, czy dziś rano mąż śniadanko, kawkę, ciasteczko do łóżka podał? Czy to u Was standard?

AR: Oczywiście to u nas standard. Kawka i śniadanko było. Kwiatki jeszcze nie dotarły.

 

WM: Jest z nami Jacek Torliński w dwóch postaciach. Z jednej strony trener, z drugiej mąż. Zwykle w przypadku sportowca wyczynowego, jakim pozostajesz już od kilkunastu lat, liczy się dni spędzane poza domem. Ile sport zabiera z życia rodzinnego? U was pytanie powinno być postawione w odwrotny sposób. Ile czasu odpoczywacie od siebie?

AR: Zgadza się, łatwiej byłoby policzyć dni, kiedy jesteśmy w domu. Z tego względu, że na zgrupowaniach, wyjazdach, zawodach spędzamy praktycznie większość czasu. Mało czasu spędzamy osobno. Jeżeli chodzi o wakacje, jeździmy razem. Jeździmy na wszystkie zgrupowania razem. Jeżeli jest jakaś taka możliwość, weekend damski bądź męski, to zawsze są te wybory. W ten weekend mój mąż wyjeżdża z kolegami do Budapesztu.

 

WM: No właśnie, a jeżeli chodzi o dłuższy okres? Po sezonie na przykład. Ty do Etiopii, on na Teneryfę? Żebyście tak troszkę odpoczęli od siebie terapeutycznie, zwyczajnie, żeby zatęsknić?

AR: Są takie momenty, kiedy siebie mamy za dużo i każde idzie w inną stronę. Ma swoich znajomych, bliskich z którymi spędza czas, ale na wakacje też jeździmy razem.

 

WM: Ile jest takiego tradycyjnego pożycia rodzinnego w Waszym życiu? Kiedy Ania Rogowska gotuje obiad, mąż ma prawo ponarzekać, albo zachwycić się nowym daniem? Jest coś takiego, taki element tradycji rodzinnej?

AR: Są takie momenty, chwile. Jest tego zdecydowanie za mało. Dużo czasu spędzamy poza domem na wyjazdach, zgrupowaniach. Na co dzień tęsknimy za domem, codziennością, kiedy możemy rano wstać, zrobić sami śniadanie, obiad, kolację, a nie iść na śniadanie hotelowe. Wiemy o tym, że życie sportowca jest bardzo krótkie i chcemy je wykorzystać w 100%. Później pojedziemy w te miejsca, gdzie byliśmy na zawodach, a nie zwiedziliśmy ich. To już na emeryturze, czyli za kilka lat.

 

WM: Twoje koleżanki, jak się domyślam - Monika Pyrek, Sylwia Gruchała, zaczęły nowy rozdział w swoim życiu, będą matkami. Monika zakończyła karierę, Sylwia się odgraża, że wróci na igrzyska olimpijskie, nie myślisz jak one fajnie mają?

AR: Są takie momenty, kiedy jestem tak zmęczona, że najchętniej nic bym nie robiła, tylko cały dzień leżała i odpoczywała od sportu, podróży. Ale to są tylko takie momenty. Myślę, że przyjdzie taki moment, kiedy zdecyduję, że zostanę mamą, że zakończy się moja kariera sportowa. Nie chciałabym, aby doszło do sytuacji, że będę i sportowcem i mamą. Jeżeli coś robię, to robię to na 100%. Nie chciałabym, aby dziecko na tym ucierpiało, czy moja praca. Wiadomo, że jeżeli chodzi o sport kobiecy, to trudno pogodzić te dwa elementy. Mężczyźni mają zdecydowanie lepiej. Wielu sportowców w moim wieku, dawno zostało rodzicem. Jeśli chodzi o kobiety w sporcie, to decydują się zaraz po zakończeniu kariery na zostanie mamą.

 

WM: No rzeczywiście Jacek Tarliński pewnie zostanie ojcem, ale wciąż będzie trenerem pracującym z innymi zawodniczkami. Ty już myślisz o tym, co będziesz robić po zakończeniu sportowej kariery? Monika Pytrek została dziennikarką.

AR: Tak, radiową.

 

WM: Radiową. Zresztą tu nauki pobierała pierwsze przed 15 laty, najwięcej kiedy była naszym gościem.

AR: Zgadza się. Oczywiście plan „B” jest. W tej chwili marzę jeszcze, żeby wysoko skakać. Wyżej niż do tej pory. Chcę bić rekordy życiowe, zdobywać kolejne medale dla Polski. Dla mnie to jest w tej chwili najważniejsze, jeśli chodzi o moją pracę. Myślę, że jeśli w 100% się na tym skupię, to będę mogła to osiągnąć. Jeśli ten etap się zakończy - plany są.

 

WM: Wróciliśmy z powrotem do sportu. Do wspaniałych chwil przeżywanych także przez nas, tutaj w Polsce za sprawą twoich osiągnięć.  Hala Skandinavia w Goeteborgu, Halowe Mistrzostwa Europy. Przez 15 minut wiemy, że Ania Rogowska jest współmistrzynią Europy, mam nadzieję, że świata- to za rok w zawodach, które się odbędą w Sopocie. Holly Bleasdale... Brytyjka, skoczyłyście tyle samo 4 metry 67 centymetrów, a potem niestety jakaś dziwna dogrywka między wami.

AR: Dla nas nie była dziwna, gdyż na normalnych zawodach w takiej sytuacji można to pierwsze miejsce podzielić. Na imprezie rangi mistrzowskiej nie można zdobyć podwójnego tytułu. Można zdobyć dwa srebrne, bądź dwa brązowe medale, ale dwa złota są niedopuszczalne. Ze względu na to, dodaje się jeden skok na wysokości, gdzie były trzy zrzutki i skaczemy do momentu, dopóki jedna z nas nie skoczy. No i Holly skoczyła szybciej wysokość, która dawała jej złoty medal. 4,67 to była wysokość, którą trzeba było pokonać, dawała ona zarówno srebro, jak i złoto.

 

WM: Chyba nie jesteś rozczarowana? Ten sezon był w twoim wykonaniu taki sobie, natomiast Brytyjka skakała bardzo wysoko.

AR: Zgadza się. Brytyjka skakała zdecydowanie wyżej w tym sezonie. 4,77 to był jej najlepszy rezultat podczas, gdy dla mnie 4,63. Sezon był dla mnie bardzo trudny. Ponieważ po pierwszym starcie zmogła mnie choroba. Startowałam mimo przeziębienia, a później było trudno wrócić do odpowiedniej formy. Mimo tego, w tym ostatnim momencie, czyli na mistrzostwach Europy na imprezie docelowej, udało mi się wywalczyć srebrny medal.

 

WM: Mnóstwo zawirowań związanych z niejasnymi przepisami. Przyznam szczerze, że nie wiedziałem, że są takie niuanse, kulisy. Dogrywka- pierwszy raz w historii sportu światowego takie zjawisko miało miejsce.

AR: Na imprezie mistrzowskiej pierwszy raz w historii była dogrywka. Niecodzienna sytuacja miała miejsce też w męskim konkursie.

 

WM: Dokładnie. Francuz Lavillenie przez chwilę tylko miał moment wielkości, kiedy osiągnął rezultat, którego mu potem ostatecznie nie zaliczono. Chociaż tak naprawdę przeniósł poprzeczkę jeszcze wyżej, tak? Na czym to polegało?

AR: to była sytuacja, że poprzeczka została na stojakach, ale próba nie została uznana. Z tego względu, że nieprzepisowo wylądowała na stojaku a nie na takich uchwytach poprzecznych, na których powinna standardowo leżeć poprzeczka. To jest nieprzepisowe. To jest przepis nie do końca jasny dla kibica, który ogląda w telewizji, czy na stadionie. Wydaje się to aż niemożliwe, bo przecież poprzeczka zostaje a skok jest nieuznany. Dopiero od kilku lat wszedł w życie ten przepis. Myślę, że będzie wiele rozmów na ten temat, czy tego przepisu nie zmienić.

 

WM: Byłaś też blisko naszej sztafety nieszczęsnej 4 x 400 metrów. Najpierw trzecie miejsce. Potem dyskwalifikacja Brytyjczyków. Byli przez chwilę srebrni. Potem okazało się, że to ich zdyskwalifikowano i wrócili bez medalu. Wszystko tam się odbywało zgodnie z przepisami?

AR: Jeśli chodzi o czterystumetrowców, tam jest walka do samego końca. Trzeba uważać na różne przepychanki. Jest bardzo dużo dyskwalifikacji i nie do końca te miejsca są pewne. Zawody zakończyły się dla Polaków z brązowym medalem. Chwilę później było już srebro a potem dyskwalifikacja i tak może być w każdej drużynie. Można dopatrzeć się złamania przepisów, ale to wszystko pokazują kamery. Odtworzone to zostało wszystko z wielu kamer i tutaj niestety Polacy wypadli nieco gorzej, niż inni zawodnicy. Po mino tego, że było widać wspaniałą walkę czterystumetrowców, mnóstwo młodych zawodników...

 

WM: W tym Gdańszczanin, to też dla nas miłe...

AR: Dokładnie, w tym Gdańszczanin. Oni chcieli nawiązać do tej pięknej tradycji czterystumetrowców sprzed lat, złotych medalistów. Myślę, że mają na to ogromną szansę i nie ukrywam, że jest to przykra sytuacja. Ten medal był bardzo blisko, a tutaj tak naprawdę lekkie szturchniecie, czy otarcie się o innego zawodnika decyduje, że można komuś zabrać medal.

 

WM: To o przepychanka w takim razie. Ile razy byłaś na igrzyskach, trzy?

AR: Trzy razy.

 

WM: Trzy razy na igrzyskach, przed tobą czwarte. Tutaj zawirowania związane z jedną z klasycznych dyscyplin olimpijskich... z zapasami. Andrzej Supron odesłał wczoraj swój srebrny medal, zdobyty w Moskwie w 80 roku. Twoje stanowisko w tej sprawie dotyczące programu igrzysk? Nie odczuwasz, że chodzi o pieniądze, o presję, lobbing, tych którzy rozwijają swoje dyscypliny sportu? Ci tacy troszeczkę zbyt tradycyjni, posiadający za mało pieniędzy niestety muszą odejść? Twoje stanowisko w tej sprawie...

AR: Oczywiście w ostatnim czasie liczy się przede wszystkim oglądalność. Finanse rządzą również sportem. Jeżeli chodzi o tą dyscyplinę, to wydaje mi się rzeczą niemożliwą, żeby zapasy zniknęły z igrzysk. Myślę, że ten przepis wejdzie w życie, ale zapasy zostaną. Mam taką nadzieję. Ostatnio sporo zamieszania, wielu światowej klasy zawodników, również polskich, oddaje swoje medale na znak protestu. Myślę, że chcą w ten sposób zwrócić uwagę na to, że warto inwestować w ten sport. To jest sport, który ma olbrzymią oglądalność i popularność. Chcą w ten sposób to okazać. Myślę, że mimo wszystko zapasy zostaną.

 

WM: Tyczka kobiet jest młodą dyscypliną. Gdyby nagle okazało się, że znika z programu igrzysk, skłonna byłabyś na tak heroiczny gest odesłania swojego brązowego krążka zdobytego w Atenach?

AR: Myślę, że wiele zawodniczek postąpiłoby podobnie. Sam fakt, że poświęciliśmy swój czas, zdrowie, włożyliśmy w to mnóstwo emocji i serca i to mieliby nam odebrać. Myślę, że warto dokonać takiego czynu, jak pan Supron i wysłać ten medal. To jest symboliczna sytuacja, że te wszystkie medale zostaną zwrócone. Należy walczyć o to, w co się wierzy. Jest to dobre rozwiązanie, jeśli chodzi o zawodników, działaczy, że stoją murem za zapasami.

 

WM: Walczysz już za rok, w marcu o mistrzostwo świata w Ergo Arenie, zwieńczenie będzie w Rio. Tak planujesz swoją sportową przyszłość?

AR: Chciałabym zakończyć karierę z dużym sukcesem. Liczę na to, że przyszłe mistrzostwa świata będą dla mnie udane. Z halowych mistrzostw Europy mam już 4 medale w tym złoty. Z halowych mistrzostw świata tylko dwa i brakuje mi złota. Więc liczę na to, że zdobędę to upragnione złoto, którego brakuje mi do kolekcji, przed polską publicznością w Sopocie.

 

WM: Spełnienia marzeń. Już od teraz zaczynamy trzymać kciuki. Dziękuję bardzo.


 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Blogi RG | Dziennikarze
Włodzimierz Raszkiewicz
Wraszenia.
Zapraszam na mojego bloga.
Włodzimierz Machnikowski
Na fali.
Zapraszam na mojego bloga.