Autopilot - sms dla kierowców 603 06 06 06 »
Widzisz wypadek, dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06. Uprzedź innych. »
Autopilot Radia Gdańsk, najlepszy nawigator. Podróż z nami to przyjemność. »
Kto słucha Radia Gdańsk, nie stoi w korkach. Dzwoń lub napisz sms 603 06 06 06 »
603 06 06 06 Powiedz nam o korku, my przekażemy to innym kierowcom. »
Podróżuj bezpiecznie. Z Radiem Gdańsk nie ma problemów na drodze. »
Włącz Autopilota, daj się poprowadzić. Sms 603 06 06 06. »
603 06 06 06 - Autopilot Radia Gdańsk - Z nami zawsze dotrzesz do celu. »
Brak danych
podcasty_rk_michajlow
Bogdan Oleszek, przewodniczący Rady Miasta Gdańska
czwartek, 11 kwietnia 2013
oleszek_bogdan_5Brak stypendium sportowego dla Natalii Partyki, polityka Gdańska wobec osób niepełnosprawnych, animozje między Gdańskiem i Gdynią oraz konsultacje społeczne ws. budowy kościoła na Łostowicach były tematem Rozmowy kontrolowanej w Radiu Gdańsk. Gościem Jacka Naliwajka był przewodniczący Rady Miasta Gdańsk Bogdan Oleszek.




Jacek Naliwajek: Dzień dobry Panie przewodniczący.
Bogdan Oleszek: Dzień dobry.

JN: Dlaczego Natalia Partyka nie łapie się na stypendium sportowe miasta Gdańska?
BO: Jest to od wczoraj rzeczywiście wstydliwy temat. Ja jestem przekonany, że to naprawimy. Na pewno trzeba zmienić regulamin.

JN: Panie przewodniczący, na pewno trzeba zmienić regulamin. Otrzymaliśmy taką informację wczoraj, że choć pani Natalia Partyka może poszczycić się wieloma znakomitymi sukcesami sportowymi w 2012 roku, żaden z nich nie spełnił niestety kryteriów pozwalających na otrzymanie stypendium sportowego na terenie gminy miasta Gdańska. Po prostu paraolimpiada nie liczy się w Gdańsku.
BO: Nie, ona się liczy. Tylko takim sportowcem, który zdobywał medale jest tylko pani Natalia Patryka. Myśmy ją traktowali... To zresztą widać po plebiscycie za ubiegły rok, gdzie go wygrała w kategorii sportowców, nie rozgraniczając z barierami na sportowców pełno i niepełnosprawnych. Rzeczywiście myśmy dotychczas doceniali to jako miasto. Na pewno widzieliśmy, że to jest wspaniały zawodnik. Staraliśmy się również poprzez inną formę, nie stypendiów, ale nagród to rekompensować. Nie ma innego sportowca, który otrzymał więcej nagród...

JN: Przy okazji sprawy Natalii Partyki wyszło właśnie to, że sport osób niepełnosprawnych nie jest dostrzegany przez miasto, nie jest dostrzegany w rozdziale stypendiów sportowych. Bo te sukcesy sportowców niepełnosprawnych nie mieszczą się w regulaminie.
BO: Tak, bo dzisiaj obowiązuje regulamin, którego wnioskodawcą były służby prezydenta. Rzeczywiście nie zakłada on, że dla sportowców, którzy na paraolimpiadzie zdobywali medale. Ja jestem przekonany, że komisja już wczoraj się zajęła i że ten problem usuniemy.

JN: Co to znaczy, że "komisja wczoraj się zajęła"?
BO: Komisja Sportu i Turystyki Rady Miasta Gdańska dyskutowała na ten temat i wiem z rozmów, które tam wczoraj były, że ten problem chcą usunąć i znajdzie się taki zapis.

JN: Problem chcą usunąć, czyli zmienić regulamin przyznawania?
BO: Tak, zmienić regulamin. Oczywiście wnioskodawcą najprawdopodobniej będzie pan prezydent, bo to jest regulamin, który podlega służbom pana prezydenta. Rada Miasta nie uczestniczy w rozdziale nagród, przyznawania stypendiów.

JN: Dlaczego Rada Miasta nie uczestniczy w rozdziale nagród?
BO: Tak to jest założone, że to jest inna komisja stypendialna, twierdząc, że radni nie mają prawa uczestniczyć w przyznawaniu takich nagród.

JN: To radni nie mają prawa uczestniczyć?
BO: Trzeba by było prawo zbadać i zobaczyć.

JN: Może trzeba by było regulamin zmienić i dopuścić przedstawiciela Rady Miasta do tego?
BO: Ja myślę, że gdyby był przedstawiciel Rady Miasta wcześniej, to by zauważył tego typu braki. I łatwiej, i szybciej byłoby usunąć to.

JN: Mi się wydaje, że jednak radni trochę wycofują się z działań z pewnych pól aktywności w mieście.
BO: Nie, radni się nie wycofują. Myślę, że radni nieraz się domagają, żeby się znaleźć w tej komisji. Miałem już wcześniej takie sygnały, że chcieliby w niej uczestniczyć.

JN: I co, miasto mówi "nie" dla radnych?
BO: Powiedziano, że prawo nie pozwala na to, żeby uczestniczyli.

JN: To zbadajcie to prawo.
BO: Zbadamy na pewno.

JN: Ale z całej sprawy okazało się, że Gdańsk jest cały czas jest miastem nieprzychylnym dla niepełnosprawnych. Przynajmniej taki wydźwięk wizerunkowy. Wyszło, że to hasło "Gdańsk bez barier" jest pustym hasłem.
BO: To jest na pewno krzywdzące stwierdzenie, ponieważ staramy się jak najbardziej osobom niepełnosprawnym, które trenują w klubach specjalnych. Tutaj dajemy pieniążki. Także to nie jest do końca tak, że nie dbamy, nie pamiętamy o tym, że mamy takich sportowców.

JN: A "Gdańsk bez barier"?
BO: Staramy się, żeby te bariery usuwać.

JN: Zajrzałem dziś na stronę miasta na zakładkę Gdańskiej Społecznej Rady ds. Osób Niepełnosprawnych i znalazłem tam Panie przewodniczący plan pracy na lata 2007-2008. Od pięciu lat nic się nie dzieje na tej stronie.
BO: Tak, ale to jest strona nie Rady Miasta Gdańska.

JN: Nie no, Urzędu Miasta. Ale Pan jest przewodniczącym Rady Miasta. Jest komisja...
BO: ...do Spraw Społecznych i Ochrony Zdrowia pracuje bardzo intensywnie. I ja akurat uczestniczę również w takich pracach na rzecz niepełnosprawnych.

JN: Ja wiem, tylko że okazuje się, że na stronie internetowej informacje, jakie można znaleźć to jest rok 2009, 2010 dotyczące osób niepełnosprawnych. Tam nic się nie dzieje. To jest ciało martwe.
BO: Ja oczywiście przyjmuję to, chociaż to nie jest strona, którą Rada Miasta się zajmuje. Ale zwrócę uwagę na to.

JN: Nowa ulica Wałowa ma być aleją Margaret Thatcher. To Pana inicjatywa. Dlaczego?
BO: Ja to powiedziałem prywatnie od siebie. Oczywiście będę zwolennikiem. Ja bym chciał, żeby była już taka tradycja, że takie znane postacie, a zwłaszcza honorowi obywatele miasta Gdańska mieli swoje ulice i żeby to były ważne arterie. Przedtem była Łódzka, potem stała się Havla. Taka Nowa Wałowa rzeczywiście mogłaby być w przyszłości aleją Margaret Thatcher.

JN: Dlaczego akurat Nowa Wałowa?
BO: Bo ona jest w tej chwili tak nazwana symbolicznie "Nowa Wałowa". Nie ma nazwy dzisiaj. A dlaczego? Dlatego, że ona się kojarzy z tym terenem, z terenem postoczniowym, w pobliżu ECS. To jest teren związany z Solidarnością. Myślę, że wkład pani Margaret Thatcher w to dzieło dojścia do demokracji jest duży.

JN: Panie przewodniczący, a czemu nie aleja Anny Walentynowicz albo Lecha Kaczyńskiego? Wydaje się, że te osoby miały równie wieli wpływ, jeśli nie większy, jeśli chodzi o Solidarność.
BO: Też, też. Ja mówię w tej chwili o pani Margaret Thatcher. Wcześniej mówiliśmy, że te osoby też powinny w tym rejonie też mieć swoje arterie i ulice.

JN: A kiedy ta inicjatywa w sprawie nadania ulicy Lecha Kaczyńskiego, Anny Walentynowicz? Obie te osoby mają szansę na uhonorowanie nazwami ulic w Gdańsku?
BO: Myślę, że te wszystkie osoby mają szansę, żeby znaleźć swoje miejsce godne. To rzeczywiście będzie teren, który się będzie kojarzył z nimi.

JN: Myśli Pan, że uda się to przeprowadzić w Radzie Miasta pomimo tych różnic politycznych?
BO: Myślę, że tak, bo różnice różnicami, ale trzeba docenić również to, jaką rolę odegrały te osoby w historii naszego miasta. Nie tylko miasta, bo i Polski, i Europy.

JN: To jeszcze teraz o różnicach, ale o różnicach pomiędzy miastami. Między Gdańskiem, a Gdynią. Wczoraj podpisano zintegrowaną strategię rozwoju metropolii gdańskiej, ale bez Gdyni, Wejherowa i Rumi.
BO: Tak się dzieje od dłuższego czasu. Liczymy na to, że w którymś momencie również Gdynia do nas dołączy.

JN: Gdynia nie chce, czy wy nie chcecie?
BO: Nie, nie. My zapraszamy Gdynię.

JN: Rzecznik Gdyni mówi, że nikogo nie było z Gdyni, bo nie otrzymali zaproszenia na tę uroczystość.
BO: (cisza)

JN: Trudno się odnieść.
BO: Tak, niestety...

JN: Ale dlaczego nie układa się współpraca między Gdańskiem, a Gdynią? To są osobiste animozje, ambicje prezydentów? Jak Pan to ocenia, jako przewodniczący Rady Miasta Gdańska?
BO: Nie chciałbym się wypowiadać, czy to są osobiste, czy nie. Rzeczywiście na dzisiaj jest to trudne. Ja akurat na poziomie rad nie widzę problemów i dogadujemy się w jakiś sposób, rozmawiamy. Ale rzeczywiście jest ta bariera między Gdańskiem, a Gdynią

JN: Na tym szczeblu zarządczym, a tym szczeblu prezydentów?
BO: To jest raczej na wysokim szczeblu. Ja bym powiedział, że z Sopotem nie ma. Z innymi miastami nie ma. Nie wiem, dlaczego tak jest z Gdynią. To jest chyba rywalizacja, kto jest ważniejszy w rejonie. Chyba niepotrzebna rywalizacja.

JN: Jak przebiegają konsultacje w sprawie budowy kościoła na Łostowicach?
BO: Zgodnie z harmonogramem, który został wytyczony w uchwale.

JN: Jest duże zainteresowanie?
BO: Jeszcze nie było, bo 15 rusza. Ale jest zainteresowanie, ponieważ jakieś listy, pisma się pojawiają, mieszkańcy dzwonią, pytają się. My się przygotowujemy, jest powołany specjalny zespół konsultacyjny. Tam jest czterech radnych i wiem, że przygotowują w tej chwili materiały. Tam są dyrektorzy, pani sekretarz miasta jest na czele tego zespołu. Od poniedziałku, konkretnie od 15 kwietnia, ruszamy od godziny 14. Tam są wyznaczone daty: w poniedziałki i środy 14-18.30 i w soboty 10-14.

JN: Takie konsultacje będą kosztowały 30 tysięcy złotych?
BO: Nie wiem, czy tyle, bo to jest lokal, są karty do głosowania. Troszeczkę na pewno będzie. To są dyżury pracowników Urzędu, bo będzie musiał tam ktoś bez przerwy dyżurować z urzędników, przynajmniej dwie osoby.

JN: Konsultacje dotyczą budowy kościoła na Łostowicach. Panie przewodniczący, a dlaczego podobnych konsultacji nie było w sprawie podwyżki czynszów mieszkań komunalnych? Dlaczego podobnych konsultacji nie było w sprawie uchwały śmieciowej, sposobu naliczania opłat za śmieci? To są sprawy chyba ważniejsze, dotykające całe miasto. Dlaczego nie ma konsultacji w takich sprawach, a w sprawie kościoła w Łostowicach jest?
BO: O wiele rzeczach można by tutaj mówić, dlaczego nie ma konsultacji. Można wszędzie zrobić konsultacje.

JN: Znaczy ja się cieszę. Niech mieszkańcy konsultują wysokość kościoła w Łostowicach. Tylko dlaczego nie konsultowano sposobu rozliczania opłat na śmieci? Radni w tej sposób nie rozliczali, w sposób ankietowy.
BO: Ale przepraszam bardzo, co do śmieci, powiedziałbym może nie w ten sposób. Konsultacje były, ja byłem na kilku takich spotkaniach. To są też konsultacje. Były spotkania, była akcja ulotkowa. Ja byłem na spotkaniach i byłem czasami przerażony tak małą ilością osób, które przychodziły i małym zainteresowaniem albo pytaniami, które tam padały. Odnosiłem czasami wrażenie, że każdy pilnuje swojego podwórka. Mówiliśmy o systemach ogólnych, jak to ma wyglądać. Ale takie konsultacje były, były w różnych dzielnicach, były na terenie z reguły szkół. Także tego bym nie powiedział.

JN: Ja też uczestniczyłem w takich konsultacjach, byłem na takim spotkaniu u prezydent Lisicki przekonywał mnie i zgromadzonych mieszkańców do metody ryczałtowej, o ile dobrze pamiętam.
BO: Tak, na początku była ryczałtowa.

JN: A resztę mówił, że reszta jest kiepskich metod...
BO: Ale później w ramach tych konsultacji to również zaczęło się obracać. Takie konsultacje również były w Radzie Miasta. Także tutaj akurat były konsultacje.

JN: Dziękuję za rozmowę.
BO: Dziękuję.
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Blogi RG | Dziennikarze
Włodzimierz Raszkiewicz
Wraszenia.
Zapraszam na mojego bloga.
Włodzimierz Machnikowski
Na fali.
Zapraszam na mojego bloga.